wtorek, 27 grudnia 2016

Musisz przestać o mnie myśleć - 1

Wszelkie podobieństwo do zdarzeń lub osób rzeczywistych jest nieprzypadkowe.

- Mogliśmy być tacy jak oni - powiedziałam, wychodząc z teatru.

Bernard spojrzał na mnie z powątpiewaniem.

- Naprawdę chciałabyś, żeby piekło mieszało się do naszego życia?

Opowiadał nam kiedyś, w pociągu do Krakowa, że kiedyś prawie potrzebował egzorcyzmów. Może w ten sposób chciał, żebym przestraszyła się go i przestała go kochać. Muszę przyznać, że nie zadziałało. Byłam tylko bardziej zdezorientowana, ale dalej kochałam go tak bardzo, że sprawiało mi to fizyczny ból.

Potem zaczęłam się zastanawiać, czy nie wymyślił sobie tego pod wpływem zbyt wielu książek wchłoniętych na przestrzeni tak niewielu lat życia. Ale nie mogłam mu tego powiedzieć. Na ten moment i tak pozostawaliśmy w relatywnie przyjaznych stosunkach.

- Nie mam na myśli piekła - odparłam krótko, bo pod wpływem jego obecności traciłam oddech po wypowiedzeniu pięciu słów. Już czułam pieczenie w okolicy mostka. A może serca.

- Twój niepoprawny optymizm tak bardzo nie mieści się w mojej możliwości postrzegania świata, że wywołujesz we mnie frustrację. Jedynym optymizmem jest to, że wszyscy kiedyś umrzemy.

- Zgadzam się. Wszystkie inne optymizmy z tego wynikają i się w tym zawierają. A ten optymizm zmienny, który jest mi najbliższy, to taki, który wynika z pewności, że dostaniemy się do nieba - mówiąc to, spojrzałam na jego twarz i szukałam na niej kpiarskiego uśmiechu, ale tym razem nie stał przede mną ten Bernard. Stał przede mną ten, którego niegdyś udało mi się poznać w tańcu.

    - Szkoda, że nigdy nie rozmawiałaś ze mną w ten sposób, kiedy jeszcze się znaliśmy - pokręcił głową, spojrzał na budynek teatru i lekko się uśmiechnął. Jakkolwiek żałośnie by to nie brzmiało, znowu stanęło mi serce. Był taki przystojny, i znów miał na sobie ten sam szary garnitur i błękitną koszulę.

    - Mi też przykro z tego powodu. Ale lepiej późno, niż wcale.

    Chyba chciał się roześmiać z tego żartu zabarwionego smutkiem, ale tylko uśmiechnął się jeszcze szerzej. Objął mnie i westchnął, wypuszczając ciepły oddech w moje włosy. Miałam wrażenie, że oślepia mnie, pozbawia czucia i ogłusza, jednocześnie wzmacniając te zmysły o tysiąc procent. W jego obecności nic nie miało w sobie logiki.

    - Nie mamy czasu - znowu poczułam jego oddech we włosach. Jego ręce trzymały się mojej talii otulonej czerwoną suknią jak liny ratunkowej.

- Nigdy go nie mieliśmy - odparłam, czując że to już ostatni skrawek postrzępionej wstążki w mojej kieszeni trzyma nas w tym miejscu.

Odsunął się, trzymając mnie już tylko za jedną rękę. Dalej jednak na jego twarzy widniał lekki uśmiech.

- Musisz przestać o mnie myśleć - odezwał się po chwili ciszy wypełnionej szumem miasta.

- Wiem.

Wpatrywałam się w jego oczy i widziałam w nich wszystko, po raz pierwszy od roku. Był koniec stycznia, a ciepły wieczór otulał nas obietnicą zapomnienia tego, co nigdy się nie wydarzyło.

- Muszę iść. Spóźnię się na pociąg - puścił moją rękę i ukłonił się, jeszcze raz wchodząc w rolę wytwornego gentlemana.

Odwrócił się i ruszył w kierunku dworca.

Nie zatrzymywałam go. Nie miałam do tego prawa. Nigdy nie należałam do jego świata, i pogodziłam się z tym już dawno.

***

W takim razie dlaczego przyśnił mi się w ten sposób? Obudziłam się z jednym wielkim pytaniem zamiast umysłu. Nakryłam głowę poduszką, skuliłam się pod kołdrą i zaczęłam śnić o tym, że mieszkam na wieży Trynitarskiej.

***

Obudził się jakby na kacu, nie wiedząc skąd to skojarzenie, skoro nigdy nie doświadczył kaca. Od pewnego czasu nienawidził swoich snów. Były zbyt realistyczne, kolory wibrowały intensywnością, ale co najgorsze, pojawiała się w nich bolesna przeszłość - ludzie, których zostawił daleko -niekoniecznie dawno - za sobą, miejsca i utwory, które mu się z nimi kojarzyły, i niezliczone godziny zmarnowane na pisaniu nieudanych tekstów.

Rozejrzał się dookoła i westchnął z ulgą. Przynajmniej obudził się tam, gdzie zasnął.

To z pewnością było absurdalne, ale miał czasem obawę, że może się nagle obudzić choćby na wieży Trynitarskiej. W jego życiu wszystko było możliwe i to samo wszystko było absurdalne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz