No i co, minął miesiąc? Minął. A nie mówiłam? Nie, nie mówiłam.
Jutro znowu sobota, a przede mną jeszcze półtora tygodnia wolnego. Może by tak zrobić coś konstruktywnego? Chociażby napisać posta na blogu? Definicja konstruktywności szwankuje :P
Zebrałam kilka myśli które w międzyczasie nagrywałam na telefon. Jak podróżnicy z dyktafonem nagrywają swoje spostrzeżenia podczas chodzenia po ciekawych miejscach. W moim przypadku dyktafon jest w telefonie, ciekawe miejsce to głównie Lublin, a podróżuję do galerii handlowych odległych o kilka przystanków (które oczywiście pokonuję pieszo ze słuchawkami na uszach).
*
Na ile ta mgła na zewnątrz składa się z... mgły, a na ile ze spalin i tego smrodu, który czuję, idąc przez miasto, i który osadza się na moich włosach - aż mama pyta mnie, czy byłam na ognisku. Pewnie pod względem tej ciekawości drzemie we mnie biolchem, ale tak to miało być - humanista, człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce. A tymczasem humanista teraz oznacza człowieka, który... nie lubi matematyki?
*
Dlaczego nie wierzymy w ludzi? Przecież czasem jedzie sznur samochodów i ten ostatni zatrzymuje się, by cię przepuścić, nawet, jeśli to jest niepotrzebne.
Może dlatego, że ułamek sekundy później prawie rozjeżdża cię szary volkswagen nadjeżdżający z przeciwnej strony.
*
Przeskok między 2014 a 2015 jest ogromny. Nic prawie w tym roku nie zrobiłam, to był rok przerwy. Przerwy od życia. Głupio to brzmi, ale tak właśnie było. Nie mam pojęcia, dlaczego straciłam cały zapał do życia. Robiłam tyle, by przeżyć jakoś, ale jak to było? "I wanna live, not just survive", więc mam nadzieję, że to się zmieni w jakiś sposób. No więc, 2015... rok osiemnastek. Osiemnastki moich przyjaciółek. Osiemnastki całej mojej klasy. Moja osiemnastka. Zdam prawo jazdy, a przynajmniej mam taką nadzieję :P
W przeciągu roku zmieni się tak dużo, że jestem strasznie podekscytowana.
*
O rany. Dlaczego szkoła zawsze jest najfajniejsza, kiedy musisz z niej wyjść? Piątek, ostatni dzień przed przerwą świąteczną. Trzy skrócone lekcje i klasowa Wigilia. Mnóstwo życzeń, uśmiechów, JEDZENIA i kolęd. Najlepszy dzień roku szkolnego. Skłócone strony klasy na jeden dzień zawierają szczery rozejm, a ja naprawdę czuję, że z mojej klasy jeszcze będą ludzie. A potem co? Wszyscy sobie idą. Ja zostałam do samego końca, ustawiałam z kolegami ławki tak, jak stały, przyszła moja siostra, absolwentka mojej szkoły i stałam sobie z nią, kolegą z klasy i jej przyjaciółmi i byłam STRASZNIE smutna. A na tamten piątek czekałam z utęsknieniem od połowy września.
Na mój smutek wpłynął pewnie fakt, że jedna z moich najlepszych koleżanek z klasy znowu chce odejść do matgeo. Buuu.
Ale whatever. Będzie co ma być, po wszystkim.
Półtora tygodnia na spanie? O tak!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz