sobota, 21 marca 2015

Zdradliwa pogoda: jak nie zachorować

Nie wiem, o co chodzi, ale jak na razie w tym roku szkolnym stosunkowo często byłam chora, a na dodatek nie chciało mi przejść bez wizyty u lekarza. Cały poprzedni tydzień spędziłam na chorowaniu. Postanowilam więc podzielić się kilkoma prostymi wskazówkami, ktorych ja się nie trzymałam.
Mam też wrażenie, że na moją kondycję zdrowotną wpływała ilość niezdrowego jedzenia, które w siebie wpycham. Ooops...

1. Słuchaj swojego organizmu. Kiedy czujesz, że powinnaś/powinieneś zadbać trochę o swoją kondycję fizyczną, zrób chociaż malutki kroczek w tą stronę. Jeśli wiesz, że niezdrowe jedzenie wpływa na twoje zdrowie, to może zastąpisz batona bananem czy chipsy suszonymi jabłkami chociaż raz w tygodniu? Możesz też poszukać w internecie przepisów na szybkie, zdrowe i naprawdę pyszne przekąski. Nie namawiam cię na odmawianie sobie ukochanego jedzenia, bo ja sama kocham jeść i raczej nie ograniczam się w tym zwiazku, ale może odkryjesz jakieś nowe ulubione smaki? Zdrowsze?
2. Kiedy czujesz, że dopada cię przeziębienie, grypa czy cokolwiek, bez zwłoki zarejestruj się do lekarza. Nawet jeśli czujesz, że możesz wyleczyć się domowym sposobem albo resztą lekarstw pozostałych z poprzedniej "sesji chorowania". Przecież jeśli wyzdrowiejesz na własną rękę do tego czasu, możesz odwołać wizytę. A jeśli nie przejdzie ci choroba, albo co gorsza będzie jeszcze gorzej, poczekasz kolejne dwa dni na wizytę. "Pierwszy wolny termin za dwa dni", chyba wszyscy znamy to oblężenie przychodni w okresie wzmożonych przeziębień, prawda?
3. Nie polatuj w trampkach i nie zmieniaj szalika na chustkę od pierwszego ciepłego promienia słońca. Moim głównym problemem jest właśnie to, że natychmiast wrzucam na siebie wszystko lżejsze, co mam na wieszaku, zamiast zmiany na przykład tylko kurtki. I to był właśnie główny powód, dlaczego przez cały poprzedni tydzień leżałam w łóżku z katarem, kaszlem i byłam "trochę" niema.
4. Jeśli masz jakiś lekki objaw choroby (na przykład przewlekły katar czy lekki kaszel, z którymda się żyć), pójdź z tym do lekarza. Wylecz i wróć do życia na pełne obroty, a nie udajesz zdrowego, podczas gdy najchętniej ukryłbyś się pod kołdrą. No i zwróć uwagę na to, że niefajnie chodzić i zarażać.
5. Nie wymagaj od siebie rzeczy niemożliwych. Znajdź dla siebie czas. Nie narażaj zdrowia fizycznego i psychicznego dla rzeczy ulotnych.
6. Ćwicz na lekcjach wuefu. Ja mam to szczeście, że moja nauczycielka rozumie możliwości każdej z nas i nie wymaga od nasrzeczy niemożliwych. Jeśli w twojej szkole w-f jest beznadziejny (albo po prostu nie chodzisz już do szkoły xD), ćwicz,tańcz, dbaj o siebie itd. Polecam pływanie, zumbę i rower. I rolki, ale jest jeszcze trochę zimno jak na nie.
7. Powieś sobie na lodówce tabelę - które witaminy i pierwiastki co wspomagają i gdzie można je znaleźć.
8. Nawet, jeśli twoja mama, przyjaciółka, tata, psycholog, pies, kot, ktokolwiek, kogo rad słuchasz w życiu, mówi, że apteczne suplementy i tabletki z witaminami faktycznie działają i masz je brać, to zapewne mówi też, że masz jeść warzywa i owoce. Bo tam te witaminy są naturalne. Sprawdzone. Zaufane. Szybka konkluzja: zamiast faszerować się prochami, szukaj naturalnych źródel witamin.
9. Jeśli masz od czterech tygodni ochotę na pizzę z ulubionej knajpy, ale nie masz z kim pójść, bo wszyscy dookoła są chorzy (może nawet włącznie z tobą), to wiesz co? PÓJDŹ NA TĄ PIZZĘ SAM!!!
Poważnie.

Mam nadzieję, że ktoś skorzysta z tych "Dobrych rad cioci Łucji", bo już od jakiegoś czasu chciałam coś takiego napisać. To z tą pizzą to poważnie, nikt nie chce ze mną pójść ani dać mi kasy. Zaczynam być zdesperowana.
Dodam jeszcze post o tym, co robić z chorobą, jak już się rozgości :P

czwartek, 19 marca 2015

Renegade. Rozdział piąty - Piotrek

Kiedy zaczynałam pisać Renegade, chodziło głównie o wydarzenia w tym rodziale, więc jestem strasznie podekscytowana tym, że nareszcie to publikuję!!!
Ten rozdział dedykowałabym siostrom Cimorelli, gdyby tylko była szansa, że to przeczytają. Więc dedykuję go wszystkim CimFam, ale i wszystkim innym ludziom, którzy marzą o takich dziwnych spontanicznych wydarzeniach, jak w tym rozdziale <3 Enjoy!

Po wejściu na salę widowiskową Lisa rozejrzała się dookoła z zachwytem. Sala nie była szczególnie nowoczesna ani ogromna, ale miała swój niesamowity urok. Niektórzy, bardziej wymagający młodociani znawcy teatru mogli być zawiedzeni, ale nie Lisa.

Sala miała wysokość trzech pięter, mogła się w niej zmieścić ponad setka osób. Na tym kończyły się jej konkrety i zaczynały bardziej zależne od gustu oceny. Cała sala obłożona była ciemnym drewnem, co nadawało jej pewien urok starych strychów. Siedzenia obito miękkim materiałem w uspokajającym kolorze ciemnej zieleni. Taki sam kolor miała kurtyna. Sama scena prezentowała się dumnie, ale teraz ginęła w półmroku, bo zapalone były tylko kinkiety na ścianach wokoło publiczności. Uroczystego charakteru tym chwilom nadawało słabe, wieczorne światło wpadające przez cztery duże świetliki w dachu.

Uczestnicy warsztatów zaczeli zajmować miejsca w przednich rzędach. Lisa, Daniela, Daria, Anka i dziewczyny z pokoju obok usiadły w drugim. Kiedy wszyscy weszli i usiedli - było ich czterdzieści plus opiekunowie - zaczęła się gadka powitalna. Nie była długa. Właściciele ośrodka przywitali ich serdecznymi słowami i powiedzieli krótko o zasadach w nim panujących. Standardowo, cisza nocna o 22:00, jutro śniadanie o ósmej, program przedstawi wam kierownik.

Kierownik wdał się w szczegóły. Kiedy czytał szczegółowy program, Lisa zaczęła przysypiać, bo i tak znała go na pamięć. Po przedstawieniu każdego dnia z osobna wyjął z plecaka gruby plik ciemnozielonych książeczek. Wtedy dopiero Lisa wyprostowała się na swoim fotelu i przyjrzała się jednej, którą kierownik podniósł do góry.

- Indeksy są pewnego rodzaju niespodzianką - wyjaśnił zaskoczonej publiczności. - Teraz oficjalnie każdy z was odbierze swój i będzie to formalna inauguracja warsztatów.

Zaczęły się nazwiska na "a". Lisa bacznie przyglądała się uczestnikom. Obserwowała, jak zmienia się wyraz twarzy wywołanego nastolatka: niektórzy zachowywali się, jakby szli po wybiegu, inni starali się udawać, że ich tam nie ma, a jeszcze inni byli całkowicie wyluzowani.

- Lisa Charwell! - usłyszała. Wstała z fotela, a potem omal nie potknęła się o buty Danieli, ale odzyskała równowagę i ruszyła po indeks. Czuła na sobie kilkadziesiąt spojrzeń, ale, ku jej zdziwieniu, nie onieśmielało jej to. Wręcz przeciwnie, poczuła się dobrze - jak za starych lat, kiedy jeszcze była złotym dzieckiem. Nawet uśmiechnęła do jakiegoś miło wyglądającego chłopaka na końcu pierwszego rzędu. Po raz pierwszy od wieków nie wstydziła się też swojego nazwiska. Uścisnęła dłoń kierownika warsztatów i właścicielki ośrodka, wzięła w swoje ręce niewielką, zieloną książeczkę i podążyła z powrotem do swojego miejsca, wyławiając z tłumu śledzące spojrzenie Huberta. Chyba mu imponowała. Musiała go rozgryźć, ale nie wiedziała, czy w ogóle ma to sens. Może właśnie nie musiała nic rozgryzać, bo wszystko było podane jak na talerzu? Dotarła do siedzenia, ledwo zauważając, jak szybko i odważnie wyszła wcześniej na środek.

Dalsze rozmyślania były pochłonięte przez obserwację ludzi wychodzących spomiędzy siedzeń. Lisa widziała, jakie wrażenie Hubert zrobił na wszystkich, a szczególnie dziewczynach - przystojny, wysoki, luzacki, ale sprawiający wrażenie tajemniczości. Jeśli Lisa się nie myliła, po prostu chciał za takiego uchodzić - i mu się udawało, nawet jeśli miałby nie mieć nic do ukrycia.

Po Hubercie kierownik wywołał gwiazdę, która przyćmiła chłopaka.

- Jan Szczęsny!

- Jestem, panie profesorze! - rozległ się głos z wysokości podłogi.

- Więc proszę, podejdź po indeks - kierownik uśmiechnął się dobrotliwie.

Chłopak podniósł się spomiędzy siedzeń i zaczął iść krokiem modela. Miał na sobie cienką, jasną kurtkę wyglądającą jak spod igły prawdziwego projektanta. Pod okryciem miał ciemnoszary t-shirt, pod którym wyraźnie rysowały się mięśnie z prawdziwego zdarzenia. Miał na sobie też zwykłe, ciemnoniebieskie dżinsy, a jego uroda aż onieśmielała.

Lisa osunęła się niżej w fotelu i przewróciła oczami, nie mogąc patrzeć na tego pozera. Słał innym chłopakom pogardliwe spojrzenia, a na dziewczyny spoglądał z uśmieszkiem "wszystkie będą moje".

O nie, gapi się - pomyślała Lisa i starała się spuścić oczy w dół, by nie widział jej dokładnie. Nie lubiła takich chłopaków. Miała same nieprzyjemne wspomnienia z nimi związane.

Inauguracja minęła. Lisa, Daniela, Daria i Anka pobiegły do pokoju na wyścigi, po drodze przekrzykując kolejność do prysznica. Ance udało się zająć pierwsze miejsce w kolejce, Lisie drugie, Danieli trzecie, a Daria sama chciała być ostatnia.

Anka poszła się myć, a reszta rozpakowywała walizki, układając rzeczy w szafie.

- Mogę wam opowiedzieć, jak to było z Damianem? - Daria nareszcie mogła zrobić to, na co czekała tak długo.

- No jasne. Mów - odparła Daniela.

- A Anka? - Lisa miała wątpliwości, czy to byłoby fair pozostawiać koleżankę w niewiedzy.

- Powtórzymy jej - powiedziała Daniela, wyjmując z walizki piżamę.

- No więc... Poznaliśmy się na przesłuchaniu. Był super uprzejmy, zapewniał każdego z osobna, że poszło mu świetnie. Po pierwszej próbie poszliśmy do knajpy wszyscy lepiej się poznać. Wtedy chyba trochę się w nim zabujałam... tak samo jak każda normalna dziewczyna w spektaklu. Naprawdę na niewielu ludzi nie działa urok Damiana. Dogadywaliśmy się dobrze i zaczeliśmy się spotykać naprawdę często.

Daniela przytaknęła, a Lisa położyła się na swoim łóżku na plecach i wyobraziła sobie taką sytuację.

- Rozmawiałyśmy o nim i każda z nas mówiła to samo: że kiedy rozmowa schodzi na miłość czy jakieś inne silne uczucie, Damian mówi, jak bardzo nas wszystkie kocha i jak bardzo jesteśmy wszystkie jego przyjaciółkami. To było nawet trochę wkurzające. Chodziłam z nim na pizzę, na kawę i ciastko, raz czy dwa byliśmy na łyżwach, ale pewnego dnia chyba po prostu zaczęłam za bardzo wypytywać go o związki. I czy to nie jest trudne mieć tyle przyjaciółek. Wkurzył się i powiedział, że kiedy będzie chciał się ustatkować u czyjegoś boku, to mi powie, ale mam nie ingerować w jego osobiste sprawy. Przeprosił mnie potem, ale nasza dalsza przyjaźń wyglądała tak, jak na początku "Lotty" - spotykaliśmy się raczej w grupie spektaklowej, a we dwójkę spotykał się ze swoją nową najlepszą przyjaciółką. Krótko potem odkryłam, że tak naprawdę moje dwa tygodnie to była dla niego wieczność. On potrafił mieć inną "true friend" na każdy dzień, a nawet na przedpołudnie i na popołudnie. Mi udało się zatrzymać go na bardzo długo. I nie mogę powiedzieć, że za nim nie tęskniłam.

Zapadła krótka cisza przerywana tylko szumem wody w łazience. Lisa przekręciła się na bok, a Daniela wcisnęła walizkę pod łóżko.

- Mam tylko nadzieję, że was nie spotka takie rozczarowanie. No i chciałam was po prostu przestrzec.

- A wiesz co ja myślę? Myślę że on jest tchórzem - Daniela dodatkowo kopnęła swoją walizkę i usiadła na krześle.

- Nie wiem, czy mam się cieszyć, że tak przypadkowo go spotkałam, czy martwić.

- Ciesz się. Zmiany są dobre. I niespodzianki - Lisa uśmiechnęła się do Darii i podążyła do łazienki, z której właśnie wyszła Anka.

~~~~~~~~~~~~~~~

Po przegadaniu dalszej części wieczoru położyły się, zmęczone, do łóżek. Pierwsza zasnęła Daniela, potem Daria i Anka, ale Lisa wciąż leżała w ciszy i wpatrywała się w ginący w ciemności sufit. Nie była tak zmęczona po długiej podróży jak wszyscy inni uczestnicy warsztatów. Wręcz przeciwnie, takie długie trasy dawały jej jeszcze więcej energii. Leżała więc i myślała. O tym, jak wyszła na środek, jak cieszyło ją nawet to, że znalazła się w centrum uwagi. To uczucie bycia w centrum uwagi było jej od kilku lat obce, bo przestała je lubić, uciekała od niego.

Aż usiadła, kiedy przez myśl przebiegł jej nieco niepasujący do niej pomysł. Nie mogła dłużej czekać.

"Ostatecznie, co mi zrobią? Mogę udawać, że lunatykuję. Tylko najem się wstydu. Z resztą, i tak wszystko jedno. Kogo obchodzi wstyd." - pragnęła zrobić coś tylko dla siebie, tak, by potem mieć gdzieś reakcję innych.

Wstała. Założyła na koszulkę od spania fioletową bluzę z kapturem. Miała na sobie wygodne legginsy, a stopy wsunęła w buty sportowe.

Otworzyła drzwi na korytarz i wyszła, nawet nie zamykając pokoju na klucz, który wsunęła pod dywan, na którym stał stół i krzesła. Miała nadzieję, że szybko wróci, a nikt inny nie wpadnie na pomysł nocnych spacerów... i naciśnięcia klamki ich pokoju.

Skierowała się schodami w dół, na parter do sali teatralnej. Korytarze były zupełnie puste, podłoga nie skrzypiała. Lisa była niesamowicie zadowolona z tego faktu.

Nacisnęła dużą klamkę jednego skrzydła szerokich drzwi do sali i uchyliła je na tyle, by się zmieścić, weszła do środka i starannie zamknęła za sobą drzwi. Nawet nie była zaskoczona, że nie są zamknięte na klucz. Nie miała czasu ani ochoty się nad tym zastanawiać.

Sala wyglądała już inaczej. Nie było w niej całkiem ciemno, bo przez świetliki w dachu wpadało światło księżyca w pełni. Nadawało miejscu jeszcze bardziej wyjątkowego charakteru.

Podeszła do sceny i położyła rękę na jej krawędzi. Uśmiechnęła się i rozejrzała po podwyższeniu. Schodki leżały w odległym kącie za kurtyną, ale Lisa ich nie potrzebowała, bynajmniej nie dlatego, że nie zamierzała wchodzić na scenę. Oparła obie dłonie o krawędź i przeniosła na nie ciężar ciała, a potem wskoczyła na scenę i przysiadła na niej. Wstała i znów, po raz pierwszy od wielu lat, patrzyła na świat z wysokości aktora w teatrze.

Ogarnęła ją taka radość, że usłyszała gdzieś w głębi siebie jedną ze swoich ulubionych piosenek, "Everything you have" zespołu Cimorelli. Była sama, a już tak dawno nie śpiewała, że zaczęła nucić wstęp do tego utworu. Po chwili z jej ust wydobył się czysty, piękny głos. Nie mogła się powstrzymać, śpiewała.

"I used to think that happiness was

feeling like you finally won

I couldn't rest knowing someone else

might be out there having more fun!"

Po części, którą w oryginale śpiewała Christina, najstarsza z sióstr Cimorelli, Lisa urwała na chwilę. Była zachwycona sposobem, w jaki jej głos wypełniał powoli salę, na początku trochę lękliwie, delikatnie, a potem parł naprzód z majestatyczną mocą. Śpiewała dalej, tym razem kawałek Lauren, trochę wyżej:

"More pressure, more time

Do everything right

Don't smile, don't care,

Don't waste your Friday night

Look perfect, stand still, blend in

Don't lose the fight"

I przeszła gładko do refrenu, który śpiewała jej imienniczka. Czuła się najlepiej w partiach śpiewanych przez Lisę właśnie, bo miały podobne głosy.

"Sometimes it's easy to get carried away

listening to the things that people say,

feeling like nobody's got your back,

but everything you need is everything you have."

Drugą zwrotkę w oryginale zaczynała Dani, która pod pewnymi względami w oczach Lisy miała z Danielą więcej wspólnego, niż tylko imię.

"I used to think that beautiful

was looking like a perfect tan

I couldn't see I was good enough

Couldn't get past everything they said."

Dalej Lisa śpiewała kawałek Katherine.

"More pressure, more time

Do everything right

Don't smile, don't care,

Don't waste your Friday night

Look perfect, stand still, blend in

Don't lose the fight"

I kiedy tym razem zaczęła refren, zaświecił reflektor i skierował się na nią. Lisa zobaczyła, że na balkonie nad sceną, niewidocznym z widowni, z którego zwieszało się w spektaklach różne maszynerie potrzebne do efektów specjalnych (i tych mniej specjalnych) stoi chłopak, mniej więcej w jej wieku.

"Sometimes it's easy to get carried away

listening to the things that people say,

feeling like nobody's got your back,

but everything you need is everything you have.

Looking all around, can't you feel the pain?

Talking like they know but they don't know a thing.

You can leave tonight and never look back,

cause everything you need is everything you have."

Podczas śpiewania drugiego refrenu, tym razem dłuższego, Lisa doznała niemałego zaskoczenia. Tajemniczy chłopak z drewnianego balkonu znał tekst piosenki! Dołączył do niej po drugiej linijce, a w drugiej połowie refrenu Lisa zauważyła z boku za kulisami drabinkę, i wspięła się po niej. Stanęła na balkonie naprzeciwko mostku, na którym stał chłopak.

Cicho zaśpiewali bridge - w oryginale wykonany przez Amy - który składał się jedynie z czterech pierwszych wersów refrenu, a potem zawiesili głosy, tym samym skracając piosenkę o jeden refren z mnóstwem chórków, ale teraz właśnie takie zakończenie im obu odpowiadało.

Dzieliły ich dwie drewniane barierki i dwa metry przestrzeni między mostkami, ale oboje czuli, że w tej sytuacji zwykłe podanie rąk byłoby wręcz nie na miejscu.

- Piotrek - powiedział chłopak i uśmiechnął się. Miał teraz dołeczek w jednym policzku, ale reszta jego postury była męska. Włosy miał w kolorze ciemnego blondu, był wysoki.

- Lisa - odparła. - Pracujesz tu?

Nawet nie przeszkadzało jej, że jest w piżamie.

- Można tak to ująć - przez jego twarz przebiegł grymas. Zgadła, że nie chce o tym mówić obcej osobie. Może był z tych osób, które nie lubią użalać się nad sobą i zawracać innym głowy swoimi problemami.

- Masz ładny głos. I skąd znasz tą piosenkę? Niewiele ludzi w Polsce zna Cimorelli.

- Mam ładny głos? W porównaniu z twoim jestem żałosnym amatorem - uśmiechnął się i wrócił do reflektora, który wcześniej zapalił, a teraz go zgasił i zaczął coś przy nim majstrować.

Zapadła cisza i ciemność, przerwana tylko echem jej, tym razem nieśmiałego "dziękuję".

- Właściwie to co ty tutaj robisz, Lisa? - zapytał Piotrek, nagle znajdując się tuż obok niej. Zapalił latarkę, by oświetlić kawałek ich przestrzeni na mostku.

Nie wiedziała, czy pyta ją o to, co robi w Polsce z takim imieniem, czy o to co robi tu o tej porze.

"Popadasz w paranoję. Imienną. Nadinterpretujesz" - zganiła się w myślach.

- Przyjechałam na warsztaty - uśmiechnęła się, ale widząc jego rozbawione, błądzące spojrzenie, poprawiła się. - Nie mogę spać.

- Ja miałem sprawdzić stan techniczny kulis, ale nie miałem czasu przez cały dzień, więc robię to teraz - powiedział Piotrek. - Odprowadzę cię do pokoju - dodał.

- Nie trzeba - Lisa uśmiechnęła się uspokajająco, ale podążyła za nim na dół.

- Nalegam - powiedział, podając jej rękę, kiedy schodzili ze sceny.

- Okej. Skoro chcesz. Ale obiecaj mi, że jeszcze zaśpiewamy razem - chwyciła go za dłoń, chociaż wcale nie potrzebowała pomocy.

- Jasne. Z przyjemnością - uśmiechnął się w taki sposób, że aż do rana nie pomyślała o Hubercie. - A którą piosenkę?

- "Renegade".

Kiedy znalazła się w pokoju, szybko zasnęła. Już dawno nie zdarzyło się jej coś tak niesamowitego i dziwnego zarazem, jak to nocne spotkanie.


A tak wygląda okładka Renegade na Wattpad:

niedziela, 1 marca 2015

Małe wielkie momenty

Do napisania tego postu zainspirowała mnie wczorajsza noc. Długo leżałam (no przyznam się, oglądałam filmy na YouTube) i około drugiej w nocy, kiedy stwierdziłam, że muszę w końcu zasnąć, usłyszałam dziwne, przytłumione odgłosy na dworze. Wydawało mi się, że to śpiew ptaków, ale nie byłam pewna. Dopiero, kiedy wstałam z łóżka i otworzyłam okno, upewniłam się, że te dźwięki to ptasie trele. Nie były takie głośne jak w lecie w koronach drzew, ale i tak stałam przy oknie jak urzeczona. Potem położyłam się z powrotem, tym razem okno było uchylone. Wsłuchiwałam się w śpiew ptaków, myślałam i w ogóle nie chciało mi się spać. W końcu zasnęłam, a rano ptaki nie śpiewały aż tak niesamowicie, bo zagłuszał je szum budzącego się miasta.
Kocham takie momenty. Są jak kolorowa, wyjątkowa klatka w filmie życia. Jeśli nauczymy się dostrzegać ich więcej, w zwykłych rzeczach, naprawdę możemy pokochać życie takim, jakim jest.
Kolejnym z takich momentów są wschody słońca. Wstajesz rano, oczy ci się kleją i jesteś niewyspany/a, ale podciągasz rolety i widzisz cudowny widok, który rozpościera się na niebie. Ja często widywałam takie cuda, kiedy wstawałam w zimie o 6:30, ale teraz wschody są trochę wcześniej. Mój pokój jest od wschodu, więc naprawdę dobrze mi się trafiło.
Podobnie działają zachody słońca. Pewnie więcej osób widuje właśnie je, bo łatwiej znaleźć chwilę do kontemplacji nieba wieczorem niż rano. Jednak te pierwsze zwiastują nowy dzień, nowe nadzieje i szanse, dają energię do działania, a te drugie - to jest właśnie moment na rozliczenie się z dniem, zachwycania się kolorami nieba i na relaks.
Właśnie wpadłam na pomysł, by nie przegapić ani jednego zachodu słońca w tym miesiącu. W końcu takie piękne rzeczy są na wyciągnięcie ręki!
Czasem wychodzę na balkon, patrzę na miasto i myślę. Patrzę na słońce, które absolutnie kocham za energię, jaką mi daje, patrzę, jak mieni się w moich włosach. Jeśli jest pochmurno, patrzę w chmury i sięgam wzrokiem najdalej, jak mogę w każdym możliwym kierunku. Jeśli jest noc, patrzę na światła miasta. I czuję się jak w filmie.
Burze. Kocham burze. Nie rozumiem ludzi, którzy się ich boją. Gaszę światło (albo i nie), siadam na parapecie i patrzę na deszcz. Na pioruny, które mnie absolutnie fascynują. Nie mogę się doczekać pierwszego wiosennego deszczu, a potem potężnych, letnich burz. Czasem nawet siedzę na parapecie z otwartym oknem i deszcz kapie mi na kolano. Jeśli zrywa się gwałtowny wiatr, siedzę na parapecie (tu już pewnie z zamkniętym oknem, chociaż nie zawsze) i patrzę zafascynowana na targane jego siłą drzewa, na szarą ścianę wody. Natura nie da się kompletnie wyplenić z miasta. I za to ją kocham.
Kolejnym momentem jest nagły impuls. Na przykład to poczucie, że muszę podziękować Darii za pizzę, mimo że wszyscy patrzą na nią wilkiem, i mocno ją przytulić < http://lucyfromnarnia.blogspot.com/2015/01/wieczor-peen-wrazen-i-nieoczekiwana-noc.html#comment-form > W tej notce możesz się dowiedzieć, o co chodziło.
Kiedy stwierdzam, że muszę coś zrobić. Po prostu muszę, bo jak nie ja, to nikt. Raz stwierdzilam, że muszę w koncu coś zrobić z pocztówkami, które kurzą się na półce, i przykleilam je na ścianie. Wygląda to naprawdę super i przypomina mi o miłych rzeczach i fajnych miejscach.
Na niemieckim stwierdzilam, że muszę zgłosic się do programu wymiany młodzieżowej, bo poprzedni, w gimnazjum, zmienił wiele w moim życiu. I ten w liceum też wiele zmienił, zmienia i jeszcze zmieni.
To są nagłe impulsy, których czasem naprawdę warto posłuchać. Dziś miasto wydawało mi się trochę obce i nieprzyjemne, więc, idąc na spacer, pod wpływem nagłego impulsu poszłam na Gorzkie Żale. Bardzo lubię to nabożeństwo, bo można na nim wyśpiewać wszystko, co leży na sercu, poprzez śpiewanie o Męce Pańskiej. Kiedy wyszłam z kościoła, miasto wydawało się już trochę przyjaźniejsze.
Pewnie mam jeszcze wiele przykładów chwil, kiedy życie jest wyjątkowe i przypomina scenę z filmu, ale na razie to tyle.
Jeśli znajdujesz piękno we wszystkich rzeczach, osobach, momentach, żyjesz pełnią życia.