Żyję i mam się dobrze, ferie minęły mi bardzo miło i dość produktywnie (czyt. nie spałam do południa).
Wczoraj byłam na najdziwniejszej i najbardziej nietypowej osiemnastce, na której kiedykolwiek byłam czy będę. Jestem o tym przekonana, naprawdę :P
Zacznijmy od tego, że wymagane było przebranie, a cała impreza toczyła się bez mililitra alkoholu. Było za to Piccolo. Brzmi zaskakująco? Taka właśnie jest jubilatka. Zaskakująca na każdym kroku.
Przebrałam się za Piper McLean z "Olimpijskich Herosów". I to był mój błąd, bo nikt nie wiedział, kto to jest. Ale i tak dobrze się bawiłam. Pojawiła się tam cyganka, kowbojka, Kopciuszek, zakonnik, elfy z "Władcy Pierścieni", umarła para, piratka, a nawet... pralka. Pewien chłopak z mat-fizu przebrał się za pralkę. Ubrał się w pudło, które wyglądało bardziej jak lodówka, ale... mniejsza z tym.
Toczyły się zabawy, niewiele tańczyliśmy, a jak już, to tańce dawne, które jubilatka tańczy hobbystycznie w zespole i uczy tańczyć nas, z dość marnym skutkiem, ale zabawa jest fajna podczas nauki.
W jednym z układów, dość prostym, takim na naszym poziomie, chodziliśmy w kółko, trzymając się za ręce i co refren ktoś wchodził do środka, a my wyrzucaliśmy ręce w górę i się mu kłanialiśmy. Brzmi dziwnie, co nie? Ale kiedyś tak tańczono. Ktoś powiedział, że można by pomyśleć, że jesteśmy jakąś sektą, bo spotykamy się w piwnicy i kłaniamy się sobie przy muzyce rodem ze średniowiecza.
No więc do środka wszedł kolega w habicie, ten przebrany za zakonnika, i miał kaptur na głowie. Wtedy ktoś, już nie pamiętam kto, powiedział, że to już w ogóle jakaś sekta z nas, składamy pokłon jakiejś zakapturzonej postaci xD
Jedzenie też było dobre. Samo to, jak jublilatka nazwała wszystkie dania na stole i umieściła spis na kartkach, podbiło moje narnijskie serce. "Co nieco na drogę do Aslana" czy "Obłoczki Białej Czarownicy" czyli kanapeczki koktajlowe oraz bezy - i wiele więcej kreatywnych nazw zaczerpniętych z "Opowieści z Narnii" i "Władcy Pierścieni".
Pewnie pominęłam kilka zabaw, ale nie mam nawet teraz czasu ich przytaczać (muszę czytać Galla Anonima, swoją drogą nie jest to strasznie nudna książka, takie powtórzenie wiadomości jak na razie).
Godzinę przed północą byłam już trochę zmęczona i siedziałam z koleżanką przy stole, podsypiałyśmy, patrząc na to, jak reszta bawi się w uprowadzanie świętego smoka. Potem jeszcze trochę potańczyliśmy, ale nie kleiło się i w już trochę okrojonym gronie zaczęliśmy grać w mafię. To była dopiero dobra zabawa! Kowbojka cały czas była podejrzewana, ja ani razu nie zostałam powieszona, ale ze dwa razy mnie zamordowali xD jak to brzmi, ludzie xD
I po tym, jak drugi raz mnie zabili, stwierdziłam, że dobrze się stało, bo i tak musiałam już spadać, a impreza dogasała. Byłam zmęczona, a zegarek wskazywał kilkanaście minut po pierwszej, jak mniemam. Zanim przekonałam mamę i ciocię jubilatki, że dojdę do domu, że już chodziłam sama o tej porze (tsa...) i że nie boję się pijaczków, a w ogóle to jestem ze wsi, i to tylko jedna ulica (no... taka długa) minęło kilka minut, ale w końcu wyszłam, obiecując, że wyślę SMS-a jak dojdę. Jeśli bym tej wiadomości nie wysłała, to miały zadzwonić na policję (nie wątpiłam, że to zrobią, a że nie miałam kasy na koncie, pożyczyłam telefon od taty :-)
I tak, poszłam spać, uprzednio biorąc prysznic i nie mogąc uwierzyć, że te ferie były takie fajne.
Czy ja naprawdę jestem jedynym człowiekiem, który cieszy się na powrót do szkoły? Mam nadzieję, że nie <trzymam kciuki>.
Jutro pewnie nie będę mogła powstrzymać śmiechu na widok człowieka-pralki bez pierwiastka pralkowego. A teraz dobranoc :D
niedziela, 15 lutego 2015
Najbardziej nietypowa osiemnastka w promieniu wielu, wielu kilometrów
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz