Dwie godziny po postoju, kiedy atmosfera była już bardzo kolonijna i luźna, Anka stwierdziła, że trzeba ją jeszcze ubogacić. Wychyliła swoją jasną czuprynę znad siedzeń i wydostała się spomiędzy okna a Danieli, a potem ruszyła na sam przód autobusu. Miała ochotę coś zaśpiewać.
Już po krótkiej rozmowie z kierownikiem wyjazdu usiadła na schodkach z przodu autobusu.
- Cześć, nazywam się Anka i chciałam zapytać, czy znacie "Metro"! - zawołała do mikrofonu.
Lisa uśmiechnęła się. Zastanawiała się, czy byłaby zdolna do takiej spontanicznej inicjatywy.
Rozległy się oklaski i wiwaty. Widać było, że naprawdę wiele osób uwielbia ten musical i widziało go chociaż raz.
- Co wy na to, byśmy zaśpiewali "Wieżę Babel"?
Znów rozległy się chóralne wiwaty.
- To ja zacznę, okej? - i Anka zaczęła śpiewać.
- "Ten punkt na ziemi wyznaczyli razem, było ich tylu, że nie zliczył chyba nikt..."
Dołączyły do niej inne głosy, niektóre pewnie, widocznie doświadczone, a niektóre nieśmiało, najwyraźniej nie znając tekstu.
- "Niech stanie wieża - piramida marzeń - pomyślał ktoś, a potem ciszę przeciął krzyk..."
Lisa dołączyła swoim czystym, mocnym głosem, o którym wszyscy mówili, że jest przepiękny i że nie powinna używać go tylko śpiewając pod prysznicem. To prawda, miała dużą skalę głosu i lubiła śpiewać, ale robiła to zdecydowanie za rzadko.
- "Kain chciał tam być i Abel, ludzie bez krajów, bezimienni konstruktorzy wieży Babel".
"Ta piosenka pasuje do nas wszystkich" - pomyślała Lisa, czerpiąc energię chwili pełnymi garściami.
Potem Anka wróciła na miejsce z wielkim zadowoleniem na twarzy.
- Zazdroszczę ci tej przebojowości - przyznała Lisa.
- Wystarczy spróbować, by przejąć inicjatywę. Posłuchać impulsu - odparła Ania.
Wtedy ktoś z tylnych siedzeń zaczął brzdąkać na gitarze. Po kilku chwilach wpadł w rytm i zaczął śpiewać "Pójdę boso" Zakopowera. Przyłączali się do niego wszyscy i znowu śpiewali razem - "I dopiero gdy zawoła Bóg, to pożegnam wszystkie te rzeczy i znów pójdę boso, pójdę boso, pójdę boso, pójdę boso!"
W trakcie drogi jeszcze długo rozmawiali, grali w karty, zjedli frytki na jednym postoju, a na kolejnym siedzieli, obserwując swoje wydłużające się cienie. Przez cały czas Lisa odkrywała, jak dobrze rozmawia jej się z Darią i miała nadzieję, że to początek ich przyjaźni. Daniela i Anka były tak samo miłe, serdeczne i ciepłe, a poza tym pełne zrozumienia dla wszystkich dziwnych historii z życia Lisy, które im opowiadała. Damian wydawał się w porządku, ale nie był w jej typie. Za to Hubert ciągle prawił jej komplementy, we wszystkim się zgadzali, w dyskusjach stawali po tej samej stronie. Mieli wiele wspólnych poglądów, za każdym razem wyglądało to, jakby tylko udawali, że znają się dopiero od kilku godzin. Lisa czuła się potrzebna, chciana, rozumiana i doceniana. Już dawno nie dała się tak dobrze poznać jakiemukolwiek chłopakowi w tak krótkim czasie.
Nawet już się nie bała tego, że Hubert ją zrani. Już raz była dotkliwe zraniona, dlatego myślała - i miała nadzieję - że wykształciła na tyle gruby pancerz, że żaden zawód nie powali jej na ziemię na tak długo, jak ten poprzedni.
Około godziny szóstej byli na miejscu. Kilkadziesiąt kilometrów przed Kołobrzegiem natrafili na duży korek, więc jechali trochę dłużej, niż można było się spodziewać. Słońce chyliło się ku zachodowi, ale wciąż przyjemnie przygrzewało, oświetlając twarze wszystkich pasażerów autokaru.
Miejsce, które było zakończeniem całodziennej podróży, wyglądało niepozornie - autokar zatrzymał się przed skromną, ale zadbaną kamienicą. Nad szerokimi, drewnianymi drzwiami widniała tablica z ciemnobrązowego drewna, a na niej złoty napis "Teatry".
Każdy, kto miał zwyczaj czytania w internecie opinii na temat jakiegoś miejsca, zanim do niego trafił, wiedział, jaka jest historia tego pensjonatu. Para emerytów kupiła tą kamienicę z sentymentu do niej, gdy mieszczący się w niej teatr zaczął upadać. Postanowili zaadaptować budynek na pensjonat szczególnie dla miłośników teatru, a potem wpadli na pomysł tych warsztatów. Właśnie zaczynał się pierwszy turnus, więc uczestników czekała wyjątkowa inauguracja.
Lisa wyjrzała przez szybę autobusu na ulicę. Podłoże było brukowane, gdzieniegdzie lśniły na nim kałuże pozostałe po letnim deszczu. Okolica wyglądała na spokojną, na skraju chodnika rosły drzewa w specjalnych małych ogrodzeniach. Obok szli ludzie, uśmiechnięci, wypoczęci, roześmiani. Twarz Lisy rozpromieniła się w uśmiechu.
Daria podzielała entuzjazm koleżanki, ale była trochę rozkojarzona i zmęczona. Wstając z miejsca i wyciągając z górnej półki sweter, przeciągnęła się. Miała ochotę tylko położyć się na nawet byle jakiej jakości łóżku - pensjonaty - odpłynąć w objęcia Morfeusza.
Wychodzili sprawnie z autokaru, odnajdywali swoje bagaże w lukach i odbierali klucze do pokoju. W tym wszystkim Lisa czuła tak wielki dreszcz emocji, że niemal łasiła się do niego jak kot. Poprosiły o czwórkę z Darią, Danielą i Anką, a potem jedna z ich opiekunek - wychowawczyń wskazała im drogę do pokoju i przypomniała wcześniejsze słowa kierownika - że mają być za dwadzieścia minut w sali teatralnej.
Odnalazły dość szybko pokój numer 41, a potem otworzyły go. Ich oczom ukazał się przyzwoitych rozmiarów pomieszczenie, z wysokim sufitem, ale i tak sprawiajace wrażenie przytulnego. Ściany miały - klasycznie - biały kolor, a podłoga była wyłożona jasnym parkietem. W tonacji jasnego drewna i czystej bieli był utrzymany cały pokój. Cztery łóżka, stolik i cztery krzesła, szafa, stoliki nocne, niewielki telewizor, a nawet deska do prasowania i żelazko - niby nic szczególnego, ale wyglądało to porządnie i czysto. Zmieściła się tu nawet mała łazienka z prysznicem z prawdziwą, plastikową przesłoną, a nie ze szmacianą zasłonką, przez którą cała woda ląduje na podłodze. W szafce nad zlewem dziewczyny znalazły też kilka porządnych ścierek. Były bardzo zadowolone z tego faktu.
Wybrały sobie łóżka i otworzyły okno, by ocenić jeszcze widok. Ich pokój znajdował się na trzecim piętrze, więc było na co popatrzeć. Na prawo znajdowała się korona dużego drzewa, na którym ptaki wyśpiewywały swoje wieczorne arie, a w oddali, kiedy spojrzało się w lewo, można było dostrzec morze połyskujące w promieniach chylącego się słońca. Na wprost widać było szczyt kamienicy naprzeciwko, a w dole - spokojną uliczkę.
- Robi wrażenie - Daniela nie mogła wyjść z podziwu. Jej łóżko znajdowało się obok okna, z czego była bardzo zadowolona.
Lisa usiadła na swoim łóżku, stojącym najbliżej szafy i drzwi łazienki. Napiła się wody z półlitrowej butelki, która jeszcze ostała się w jej podręcznym bagażu. Dotknęła włosów. Warkocz był już tak potargany, że zdjęła gumkę z jego końca i rozpuściła włosy, które rozlały się ciemnymi, długimi falami po jej ramionach.
- Ale masz cudowne włosy! - zawołała Anka z zachwytem, odrywając wzrok od swojego odbicia w ściennym lustrze i zatrzymując szczotkę w połowie drogi od nasady do końcówek swoich włosów.
- Dzięki - Lisa uśmiechnęła się, wdzięczna za tak miły i entuzjastyczny komplement.
Daria siedziała na krześle przy stole, przeglądając foldery, które zastały po wejściu do pokoju. Lisa usiadła na sąsiednim krześle i też zajrzała w plik papierów.
- Widziałaś już szczegółowy program? - zapytała ją Daria, podsuwając w jej stronę szczelnie zadrukowaną kartkę.
- Jasne. Codziennie go czytałam.
Daria uniosła brwi.
- Tak bardzo nie mogłaś się doczekać? - zapytała, kartkując katalog z ofertami wszystkich kołobrzeskich przedsiębiorców.
- Bardzo. I chciałam się upewnić, że o niczym nie zapomniałam. Musiałam trochę się dokształcić, bo nie jestem taka oblatana we wszystkich teatralnych terminach - przyznała się Lisa. - Nie chciałam wyjść na ignorantkę.
- Dlaczego jesteś taka szczera? - Anka odłożyła szczotkę na szafkę i związała włosy w kucyk.
- Bo to wiele ułatwia - Lisa wiedziała, jak bardzo komplikuje się życie ludzi, którzy nie mają oporów przed budowaniem go na kłamstwach. Nie tylko obejrzała wiele filmów i przeczytała wiele książek, ale i porównywała czasem życie do teatru - jeśli nosiło się zbyt często maski, życie zamieniało się w przedstawienie, a co za dużo, to niezdrowo.
- Schodzimy na dół, do sali? - zaproponowała Daniela po chwili ciszy.
"Nareszcie" - pomyślała Lisa - "Scena."
Wyszły z pokoju, podekscytowane nadchodzącą inauguracją warsztatów. Po drodze spotkały dziewczyny z pokoju obok, udające się w tym samym kierunku. Przywitały się i wymieniły imiona. Drobna Dominika z długimi, karmelowymi włosami i nieśmiałym uśmiechem, wysoka i głośna blondynka Ada, zarażająca entuzjazmem Magda o wielkich oczach, szerokim uśmiechu i czekoladowych włosach. Za nimi snuła się potwornie zmęczona Ola, "cudowne dziecko" grające poprzedniego dnia główną rolę w ostatnim swoim spektaklu w sezonie.
Daria była trochę nieobecna. Nie chciała być zazdrosna, ale wkurzało ją niesamowicie, że akurat Lisa, ta idealna w każdym calu zewnętrznie i wewnętrznie dziewczyna, nie wierzy w swoje możliwości. Daria na kilometr czuła, że Lisa była kiedyś takim "cudownym dzieckiem" jak Ola. Tyle że Ola wciąż nim była, a Lisa zwątpiła w siebie.
Daria była nie w sosie również dlatego, że przewidywała, jak będą wyglądać kolejne trzy tygodnie - będzie musiała znowu patrzeć, jak Damian podbija serce każdej dziewczyny, by powiedzieć jej, jak bardzo się cieszy, że jest jego przyjaciółką. A nawet, jeśli ta nie będzie chciała od niego niczego więcej, długo tą najlepszą przyjaciółką nie pozostanie. I będzie w takiej samej sytuacji, w jakiej jest Daria.
Aż zabrakło jej tchu, kiedy uświadomiła sobie, że będą się spotykać w teatrze na próbach "Lotty". Zaczęła poważnie się zastanawiać, czy nie odrzucić propozycji chłopaka. Propozycji? Wziął za pewnik, że Daria chce wrócić. Czy chciała? Jasne że chciała, ale... było wiele "ale".
Gdy przed salą prawie na niego wpadła, czując jego dłoń na ramieniu, zaczerwieniła się jak burak, mimo że rzadko jej się to zdarzało.
- Przepraszam - burknęła. Nie chciała zabrzmieć niegrzecznie, ale chyba jej nie wyszło. Napotkała zdziwione spojrzenie Damiana i odwróciła wzrok, a potem zniknęła w tłumku tworzącym się w korytarzu. Za nią szła Lisa.
- Hej, poczekaj! - powiedział Damian i złapał Lisę za przedramię. Dziewczyna zatrzymała się. - Co ją ugryzło? - zapytał.
- To ty znasz ją dłużej, więc skoro nie znasz jej aż tak dobrze, to może zapytaj? - zaproponowała Lisa trochę ironicznie i odeszła za Darią.
- Ja ich nie rozumiem - powiedział bezradnie Damian do Huberta patrzącego z rozbawieniem za Lisą.
- Taka mała niepozorna, a taki ma odpysk - Hubert splótł ręce na piersi i pokiwał głową.
- To nie był odpysk - Damian spojrzał na kolegę, mrużąc brew.
- Mniejsza z tym. Jest taka sassy czasem.
- Ty chyba sassu nie widziałeś - Damian pokręcił głową.
- Skończmy tą dziwną konwersację - powiedział Hubert, a w odpowiedzi dostał milczącą zgodę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz