niedziela, 19 kwietnia 2015

Renegade. Rozdział siódmy - Co ty tu robisz?

Kucharka spojrzała na Lisę z wielkim zaskoczeniem.

- Nie musisz mi pomagać - powiedziała.

- Ale chcę - dziewczyna uśmiechnęła się do niej. - Niech pani się nim nie przejmuje. To tylko rozpuszczony dzieciak.

- Znasz go? - kobieta zaciekawiła się.

- Nie. I całe szczęście, bo widać, jaki jest.

- Dziękuję za pomoc. Jak wy to teraz mówicie... "zrobiłaś mi dzień" - powiedziała kucharka, kiedy podłoga była już sucha i czysta.

Lisa uśmiechnęła się promiennie i odparła:

- Nie ma sprawy - wstała, wróciła do stolika i jak gdyby nigdy nic zrobiła sobie kolejną kanapkę.

Wszyscy, którzy widzieli, co zrobiła Lisa po wyjściu Janka, patrzyli na nią z mieszaniną zdziwienia i podziwu. Ona tylko uśmiechała się do nich, a oni albo odwracali wzrok, albo odwzajemniali uśmiech.

- Czułaś się winna? - zapytała ją Ada.

- Nie, dlaczego? - dziewczyna zdziwiła się.

- Bo gapił się na ciebie od samego wejścia - powiedziała Anka, unosząc brwi, rozbawiona.

- Dlatego nie zauważył tej pani - dodała Daria.

- I na nią wpadł - uzupełniła relację Magda, po czym napiła się herbaty.

Lisa poczuła się trochę osaczona, kiedy dziewczyny wyrzucały z siebie urywane zdania, jakby w umówionej kolejności. Zaniemówiła. Dlaczego zawsze każdy chłopak gapił się na nią, jakby była po prostu eksponatem w muzeum, rzeźbą bez niczego w środku?

"Będę musiała udowodnić wszystkim, że mam jednak coś w środku. Zresztą, to ja wstałam, by pomóc tej pani." - pomyślała, coraz bardziej zdeterminowana, ale i zadowolona z siebie.

- I to właśnie ty pierwsza zaczęłaś się śmiać - Daria potrząsnęła głową ze śmiechem. - Mam wrażenie, że jest teraz super wściekły

- Oby nie - odparła krótko Lisa.

- Dobrze, że nie widział, jak wstałaś i wycierałaś podłogę - Ada roześmiała się.

- Szkoda - Lisa uśmiechnęła się zawadiacko i upiła łyk herbaty, spoglądając na drzwi.

Daniela gwizdnęła i wszystkie się roześmiały.

- Więc mówisz, że będziesz z nim zadzierać? - Anka odstawiła pusty kubek na stół i oparła się na blacie obiema rękami.

- No risk, no fun - powiedziała Lisa z rodzimym akcentem, już nawet nie wstydząc się nim afiszować.

- No, no - Dominika wykorzystała chwilę ciszy, by podsumować wszystkie wydarzenia ubiegłych piętnastu minut. - Wygląda na to, że to będzie ciekawy wyjazd.

Dziewczyny pokiwały głowami.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Po śniadaniu wszyscy rozeszli się do pokojów, a o dziewiątej rozpoczynał się pierwszy wykład.

Lisa miała nadzieję, że Janek nie jest w sadystycznym nastroju. Jej koleżanki z pokoju i te z sąsiedniego zapowiedziały, że okrążą ją jak straż przyboczna, ale Lisa podziękowała i odmówiła, bo czuła się co najmniej odważna.

Kiedy wszyscy stawili się pod salą, Lisa od razu go zauważyła. Stał i rozmawiał ze swoim przyjacielem, Wiktorem. Nie nosił już żadnych śladów czerwonej zupy, wydawał się zupełnie wyluzowany, jakby zapomniał o tym, co się stało, więc Lisa odetchnęła. Daria jednak ścisnęła ją ostrzegawczo za rękę.

- Uważaj na siebie, kiedy ten palant się do ciebie zbliży na mniej niż dwa metry - powiedziała półgłosem.

Lisa roześmiała się.

- Mówisz, jakby miał zamiar wrzucić mnie do basenu z kwasem.

- Z takimi to nigdy nie wiadomo - Daria wzruszyła ramionami.

- Przecież to on się na mnie gapił - Lisa obstawała przy swoim.

- Śmiałaś się z niego, a z takich jak on się nie śmieje - odparła koleżanka.

- Skąd wiesz? - Lisa znowu miała wrażenie, że w powietrzu pomiędzy nimi lata jakiś sekret.

Daria nie odpowiedziała.

Przy wchodzeniu do sali jakaś dziewczyna, którą Lisa bardzo słabo kojarzyła, przepuściła ją i się do niej uśmiechnęła. Lisa zdziwiła się. Zwykle ludzie nie przepuszczają nikogo tak bez powodu.

Kiedy szła w kierunku siedzeń, na których siedziały poprzedniego dnia, spojrzała ze zdziwieniem na koleżanki.

- To dlatego, że wycierałaś podłogę w stołówce - oświeciła ją Daniela.

- To było tylko głupia mała bezinteresowna pomoc! - Lisa szepnęła głośno, zauważając jeszcze więcej ludzi uśmiechających się do niej uprzejmie.

- Obrażasz bezinteresowną pomoc - rzuciła Daria.

Lisa usiadła i ucieszyła się, że udało jej się nie ściągnąć na siebie uwagi Janka. Zresztą, czy prowokowałby ją w grupie osób, które w większości były po jej stronie?

Zaczął się wykład. Lisa chłonęła każde słowo, odcinając się od świata i skupiając tylko na tym, że nareszcie wróciła do tego, co kocha. Nie rejestrowała już nawet spojrzeń, uśmiechów ani szeptów ("to ta, która wycierała podłogę w stołówce"). Notowała skrupulatnie to, co mówił wykładowca, a nawet jeśli bolał ją nadgarstek, to tego nie czuła.

Ze skupienia wyrwał ją dopiero głośny trzask drzwi z tyłu po lewej stronie. Dopiero wtedy poczuła, że zaczyna boleć ją kark, a prawa stopa ścierpła jej na amen. Odwróciła głowę w stronę drzwi, by ją rozruszać, i zobaczyła, kto był przyczyną tego trzasku.

"Piotrek!" - zawołała w myślach.

Obok drzwi stał Piotrek, trochę onieśmielony mnóstwem głów zwróconych w jego stronę. Kiedy jednak jego oczy spotkały pytający, ale rozradowany wzrok Lisy, uśmiechnął się i ruszył w stronę wolnych siedzeń na widowni.

- O, witamy spóźnialskiego! - powiedział wykładowca.

- Wszystko w porządku - kierownik warsztatów wstał i zwrócił się do widowni. - Wybaczcie to zamieszanie, ale mamy jeszcze jednego uczestnika, na miejsce kogoś, kto wypisał się tydzień temu. Dopiero wczoraj zdążyliśmy dopełnić wszystkich formalności, więc Piotrek jest z nami od dzisiaj. Zapraszam po indeks.

Piotrek wstał i pewnym krokiem podszedł do kierownika. Ten wręczył mu zieloną książeczkę i poklepał po ramieniu.

"Miałem sprawdzić stan techniczny kulis" - Lisa była skonfundowana. Zabrzmiało to poprzedniego dnia jak "Ja tu tylko sprzątam". Nie mogła zrozumieć, dlaczego ten chłopak zachowywał się, jakby nie chciał tu być.

Kiedy usiadł, wykładowca wrócił tam, gdzie skończył. Tym razem, ilekroć Lisa próbowała się skupić, rozpraszały ją myśli o Piotrku. Daria zauważyła, że koleżanka patrzy pustym wzrokiem przed siebie, jakby była nieobecna. Zastanawiała się, co się dzieje, że Lisa tak nagle oklapła.

Dwadzieścia minut później skończył się wykład. Była 10:10. Na wpół do jedenastej mieli zaplanowany pierwszy spacer po mieście i zwiedzanie.

Lisa trochę ociągała się z wstaniem, wertowała notatnik w poszukiwaniu nieistniejącej luźnej kartki i szukała pod fotelem długopisu, który miała w garści. Kiedy się odwróciła, zobaczyła, że Piotrek też siedzi, ale spokojnie czytając notatki. Podniósł wzrok i uśmiechnął się do niej.

W końcu oboje wstali, po tym, jak połowa uczestników warsztatów była już na korytarzu. Lisa wydostała się spomiędzy siedzeń i podeszła do Piotrka, stojącego w połowie drogi do drzwi.

- Co tu robisz? - zapytała, trochę zażenowana swoim niebywale elokwentnym pytaniem.

- Uczę się - uniósł indeks - widzisz? - uśmiechnął się.

- Nie wiedziałeś wczoraj, że jesteś na liście? - Lisa zastanawiała się, czy okłamał ją z premedytacją.

- Wiedziałem - przyznał. - Ale po prostu nie chciałem przyjąć tego do świadomości - skrzywił się.

Ruszyli do drzwi w chwilowym milczeniu.

- Dlaczego tak bardzo nie chcesz tutaj być? - zapytała, kiedy już wyszli na korytarz. Wszyscy oprócz nich już się rozeszli.

- Jestem tutaj na specjalnych zasadach. I w ramach pewnego ultimatum. Słuchaj... nie mów o tym nikomu, dobra? - potarł dłonią swój kark i uśmiechnął się lekko. - Wolę się nie wychylać, żeby jakoś to przetrwać.

- Jasne. Potrafię dochować tajemnicy - odparła Lisa. - Mieszkasz tu, prawda? W Kołobrzegu - dodała, by potwierdzić swoje przypuszczenia.

- Skąd wiesz? - zdziwił się.

- Intuicja - powiedziała.

- Widzę, że cię nie zawodzi - splótł ręce na piersi i oparł się o ścianę. - Ale tymczasowo mieszkam tutaj, z Jankiem, Wiktorem i Mateuszem w pokoju, bo kierownik stwierdził, że tak będzie "właściwie" - przewrócił oczami.

- Auć. Współczuję - Lisa mogła się tylko domyślać, jak ciężko jest użerać się z Jankiem, mieszkając z nim i jego przyjaciółmi w pokoju.

- Wiesz co, wcale nie jest tak źle. Myślałem, że będzie o wiele gorzej - powiedział Piotrek.

Lisa pomyślała, że albo udaje, albo jest aż tak odważny, albo aż tak szalony.

- Słyszałem o tym, co się stało na stołówce. Pewnie miałaś niezły ubaw.

Lisa uśmiechnęła się.

- Powiedzmy, że było całkiem zabawnie - odparła.

- Odważna z ciebie dziewczyna. Nie boisz się go ani trochę? Jeśli zacznie cię zaczepiać, czy coś takiego, mogę z nim porozmawiać - powiedział Piotrek, nagle trochę onieśmielony.

- Jesteś już ósmą osobą, która mi to proponuje - roześmiała się. - Czy naprawdę wyglądam na aż tak słabą?

- Nie. Raczej na tak fajną, że ma się ochotę mieć cię w gronie przyjaciół.

Zrobiło jej się gorąco i była pewna, że się zarumieniła. Fajna. Takie małe słowo, a sprawia tak dużą radość.

- Dzięki - odparła, uśmiechając się, i już miała powiedzieć coś więcej, kiedy usłyszeli głos kierownika.

- Piotrek! Chodź tu na chwilę!

Kiedy znikał w sali teatralnej, pomyślał, że może te warsztaty wcale nie będą takie złe. Wiedział, że Lisa to wyjątkowa dziewczyna, i nie zamierzał zostawić jej na łaskę i niełaskę swojego współlokatora.

Lisa pobiegła po dwa schodki na górę do pokoju. Zastanawiała się, czy Piotrek będzie zwiedzał Kołobrzeg z wszystkimi. Pomyślała, że sama chciałaby kiedyś zwiedzić Kraków jak turystka i ugryzła się w język, by nie krzyknąć z podekscytowania. Zapowiadały się intensywne i pełne emocji trzy tygodnie.

Kiedy weszła do pokoju, dziewczyny z wyczekiwaniem wlepiły w nią trzy pary oczu.

- Kto to jest? - wypaliła Daniela.

- Skąd go znasz? - zapytała z zaciekawieniem Daria.

Lisa zrzuciła buty i położyła się na łóżku, a potem spojrzała w sufit.

- Wczoraj w nocy wyszłam, kiedy zasnęłyście. Daria już wie. Ale żadna z was nie wie, kogo spotkałam. Weszłam na scenę i śpiewałam moją ulubioną piosenkę, a potem zapalił się reflektor. To Piotrek stał na mostku na górze. Potem zaśpiewaliśmy kawałek razem, i chwilę pogadaliśmy. Powiedział, że tylko sprawdza stan oświetlenia. Zabrzmiało to jak "Ja tu tylko sprzątam", więc to trochę dziwne, że nagle się znalazł wśród nas, nie sądzicie?

Na początku odpowiedziało jej milczenie, ale po chwili odezwała się Anka.

- Dlaczego? Może pracuje tu, ale nie płaci za udział?

- Ale nie wydawał się zachwycony, kiedy szedł po indeks - powiedziała Daria, patrząc na Lisę z uśmiechem. Coraz więcej tajemnic zostawało rozwianych.

- Bo nie był - Lisa przekręciła się na bok, wstała i zaczęła pakować torbę na spacer.

- Tyle facetów dookoła - Daniela pokręciła głową - którzy czegoś od ciebie chcą. Zwariować można.

Lisa uśmiechnęła się i przytaknęła.

- Ale trzeba stawić im czoła - powiedziała Daria z nosem w walizce, poszukując okularów przeciwsłonecznych. Spadł jej z serca kamień - nareszcie dowiedziała się, czego Lisa nie chciała jej powiedzieć. Rozumiała ją, bo gdyby sama spotkałaby kogoś takiego właściwie na granicy snu i jawy, w nocy i w takiej niezwykłej scenerii, musiałaby sama przyzwyczaić się do myśli, że to nie był sen, i nie powiedziałaby o tym nikomu przez następny dzień. A skoro Piotrek przestał być tylko postacią niemal ze snu, tajemniczym chłopakiem od reflektorów, skoro okazało się, że w świetle dnia też ukazuje się ludziom, Lisa mogła podzielić się z koleżankami tym, co przytrafiło się jej w nocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz