Daria nie spała dobrze tej nocy. Udawała, że śpi, kiedy wszystkie się położyły. Wiedziała też, że Lisa nie spała dobrze - nosiło ją aż tak, że zniknęła z pokoju na dwadzieścia minut. Daria nie zasnęła przez cały ten czas, a kiedy Lisa wróciła i położyła się z powrotem do łóżka, Daria wciąż leżała twarzą do ściany i udawała, że śpi. Gdzie mogła pójść Lisa o tej porze? Wydawało się to dziwne, że nie mogąc zasnąć po prostu postanowiła wyjść, w dodatku zostawiając pokój zamknięty tylko na klamkę.
Tak długo Daria leżała na granicy rzeczywistości i snu, że nawet Lisie udało się zasnąć wcześniej.
Rano po przebudzeniu zastanawiała się, jak długo spała. Jej bezsenność chyba nie wiązała się ze spaniem w nowym miejscu, ale raczej z Damianem. Po raz kolejny nie umiała przejść nad nim do porządku dziennego.
Wstała z łóżka i podeszła do okna. Było rano, godzina siódma. Najwyższy czas na wstanie, bo śniadanie było o ósmej. Z łazienki dobiegał szum wody i śpiewanie swoistego mashupu z "Metra", co znaczyło, że Anka właśnie bierze prysznic. Daniela wciąż chrapała w najlepsze, a Lisa siedziała na parapecie i czesała włosy.
- Jak się spało? - zapytała.
- Tak sobie. Nie mogłam zasnąć.
- Damian? - Lisa się domyśliła.
- Trochę. Chyba tak. A ty gdzie byłaś tak późno? Słyszałam, że wychodziłaś - Daria postanowiła po prostu spytać.
- Przepraszam, nie chciałam hałasować - Lisa trochę się speszyła, jakby koleżanka przyłapała ją na czymś niewłaściwym.
- Nie hałasowałaś. Po prostu było cicho, a ja też nie spałam.
- Poszłam do sali teatralnej. Chciałam pobyć tam trochę sama. No i... nie mogłam się doczekać, by stanąć wreszcie na scenie - Lisa chciała zachować Piotrka tylko dla siebie, na razie nie była gotowa na opowiadanie o nim.
- Masz naprawdę dziwne pomysły w środku nocy - Daria pokręciła głową, nieco rozbawiona.
- Hej, to nie był środek nocy!
- Ale cisza nocna poniekąd była - Daria otworzyła okno. Usłyszały poranny śpiew ptaków z drzewa, które rosło pod ich oknem.
- Poniekąd? - Lisa rzuciła szczotkę na łóżko i zaczęła zaplatać warkocz.
- Często to tylko pojęcie, a dziś po prostu wszyscy byli zmęczeni - Daria dobrze znała "cisze nocne" gdzie wszyscy udawali przed opiekunami, że śpią, a w pokojach toczyły się względnie ciche imprezy karciane, gadane albo jedzone.
- Tak, wiem o co chodzi - Lisa sama kiedyś na koloniach musiała za karę stać przy barierce od schodów z kierownikiem piętnaście minut, bo została wysłana z misją dostarczenia popcornu, a kierownik akurat szedł na zwiad. Ach, młodość.
Śpiew ptaków nie dla wszystkich był miłym zjawiskiem, a szczególnie z rana. Daniela otworzyła jedno oko, potem drugie i sarknęła.
- Dlaczego one do Marysi muszą się tak drzeć?! - wstała i zamknęła okno z hukiem.
- Gdyby nie one, mogłabyś się spóźnić na śniadanie, a dziś jest pasta jajeczna w jadłospisie - powiedziała Anka, wychodząc z łazienki w bawełnianej niebieskiej sukience i z turbanem na głowie.
Daniela spojrzała na najlepszą przyjaciółkę i przekrzywiła głowę jak piesek, kiedy się czemuś przygląda i pokiwała nią, przenosząc spojrzenie z powrotem na okno.
- To może być jakaś okoliczność łagodząca - oświadczyła.
Dziewczyny roześmiały się.
Daria usiadła przed szafą, bo miała największą półkę, która znajdowała się na samym dole. Wzięła ze sobą najwięcej ubrań. Wyjęła z szafy bawełnianą, fioletową spódnicę do kolan i białą koszulę bez rękawów, a potem poszła do łazienki.
Wzięła szybki prysznic. Myślała wciąż o tym, co Lisa robiła poza pokojem w nocy. Coś w zachowaniu Lisy podpowiadało Darii, że koleżanka nie powiedziała jej wszystkiego. Daria nie chciała nieufnie przyglądać się koleżance, a nawet materiałowi na przyjaciółkę, więc postanowiła porozmawiać z nią o tym tak szybko, jak tylko się dało. Na myśl, że dziś znowu spotka Damiana, poczuła złość zmieszaną z ulgą i szczyptą radości. Tak wiele uczuć naraz, że aż zakręciło jej się w głowie, kiedy wychodziła spod prysznica. Złapała obiema rękami za krawędź zlewu i spojrzała w lustro. Zamknęła oczy, marząc, by złe przeczucia były tylko jej wyolbrzymieniem sprawy, a nie prawdziwą intuicją. Kiedy spojrzała z powrotem na swoje odbicie, zdobyła się nawet na uśmiech.
"Wszystko będzie dobrze, Daria" - tak jak często, weszła w rolę własnej najlepszej przyjaciółki.
Ubrała się w spódnicę i koszulę. Miała własny styl i bardzo się z tego cieszyła, bo większość jej koleżanek narzekała, że nie potrafią wypracować swojego. A ona po prostu lubiła nosić eleganckie i niepowtarzalne ubrania.
Wyszła z łazienki. Dziewczyny spojrzały na jej strój z uznaniem.
- Już wczoraj to zauważyłam, ale... jak ty to robisz, że nawet najzwyklejsze ubrania wyglądają na tobie jak z wybiegu? - zapytała Daniela.
- Przesadzasz - odparła Daria. Wyjęła z kosmetyczki wypełniacz do koka i z jego pomocą wprawnie zaczęła robić kok na czubku głowy.
- Nie przesadzam - zaprotestowała Daniela. - Wyglądasz przepięknie.
- Dziękuję! - Daria była zachwycona komplementem.
- Mogę iść teraz do łazienki? - zapytała Lisa, a kiedy nikt nie zaprotestował, poszła tam z dżinsowymi szortami i zieloną bokserką pod pachą.
Musiała nosić szorty w lecie, bo lubiła korzystać z ciepła, a w długich spodniach by się ugotowała, ale gdyby istniała taka możliwość, nie odsłaniałaby ud przez cały rok. Chciała nosić więcej spódnic i sukienek, ale nie lubiła zwracać na siebie uwagi, a w nich właśnie tak było. "Może jutro" - pomyślała, zakładając krótkie spodenki po prysznicu. Skrzyżowała ramiączka od stanika, bo nie znosiła, kiedy wystawały spod bokserki, założyła bluzkę i umyła twarz. Nałożyła starannie krem CC i podkład, a potem puder. Przyjrzała się sobie i stwierdziła, że może wychodzić.
W pokoju panowało pełne skupienia milczenie, bo Anka i Daria malowały się przy stole, a Daniela wskoczyła do łazienki tak szybko, jak to było możliwe. Lisa wyjęła z szafy granatowo-białą koszulę flanelową i założyła ją, rozpiętą, na bokserkę. Potem przeniosła swoją kosmetyczkę na stół i postawiła na nim swoje własne lusterko. Wyjęła z kosmetyczki paletę cieni do powiek i zaczęła starannie malować prawe oko. Niedawno odkryła, jak wielką różnicę potrafi zrobić trochę brązowego cienia od połowy powieki aż do zewnętrznego kącika i jasna, perłowa kreska od zewnętrznego kącika do połowy linii rzęs na obu powiekach. Potem użyła tuszu do rzęs.
Zanim skończyła oboje oczu, dziewczyny zdążyły się umalować, a Daniela przygotować się do wyjścia.
- Kończysz już? - zapytała Daria, kiedy Lisa ocknęła się z letargu, w który zawsze zapadała, malując się. Nie mogła nic poradzić na to, że od kiedy pamiętała, była perfekcjonistką i jak już coś robiła, to musiało wyglądać idealnie.
- Tak - Lisa spojrzała na nią z rozbawieniem.
- Ładnie się umalowałaś. Mogę się u ciebie podszkolić? - zapytała Anka.
- Jasne - koleżanka uśmiechnęła się szeroko.
Daniela miała na sobie czarne dżinsowe spodenki i zwykły, biały t-shirt z napisem "Kocham poniedziałki". Na nogi założyła szare trampki z nitami. Anka do sukienki też włożyła trampki, tyle że czarne.
Lisa miała na nogach te same sportowe buty, co w nocy. Tylko Daria wyłamała się ze schematu i założyła baleriny.
- Idziemy na śniadanie? - Anka położyła rękę na klamce.
- Chodźmy, jestem głodna! - zarządziła Daniela.
- To już? - zdziwiła się Lisa.
- Nic dziwnego, że nie zauważyłaś, skoro dwadzieścia minut się malowałaś - zażartowała Daniela.
Zamknęły za sobą pokój i zbiegły po schodach na parter. Stołówka znajdowała się tuż obok klatki schodowej, a w korytarzu już zebrał się tłumek.
Po niedługim czasie otworzyły się drzwi stołówki. Wiecznie wygłodniała młodzież wlała się gwałtowną falą do dużej sali wyłożonej zielono - białą boazerią i parkietem z ciemnego drewna na podłodze. Stoliki były ośmioosobowe, więc Lisa, Daria, Daniela i Anka usiadły z dziewczynami z pokoju obok - Adą, Magdą, Olą i Dominiką.
Śniadanie upłynęło w sennej atmosferze. Lisa nie mówiła wiele, tylko przysłuchiwała się szmerowi rozmów i stukaniu sztućców o talerze. Daria i Daniela rozmawiały z Olą, która była już znacznie bardziej wypoczęta i miała świetny humor. Anka ziewała na przemian z Dominiką, a Magda śmiała się z Ady, która próbowała swoich sił w jedzeniu tylko lewą ręką.
- Wydoroślej trochę - Dominika przewróciła oczami na zachowanie Ady, ale też śmiała się z koleżanki.
Lisa rozejrzała się po sali. Damian i Hubert siedzieli trzy stoły od nich z kolegami z pokoju i z czterema dziewczynami z innego.
Nagle drzwi do stołówki otworzyły się gwałtownie i wszedł przez nie Janek. Był ubrany w ciemnoniebieskie dżinsy i sweterek opinający szczelnie jego imponującą muskulaturę. Lisa tylko przewróciła oczami i wróciła do jedzenia, pewna, że to było zaplanowane spóźnienie, podczas gdy wszystkie spojrzenia zwrócone były na Janka.
Kiedy jednak usłyszała niespodziewany hałas, odwróciła głowę z powrotem i ujrzała przekomiczny widok: od torsu po same stopy chłopak oblany był czerwonym płynem, czyli zupą pomidorową, którą przez przypadek wylała na niego kucharka niosąca wazę z tą właśnie zupą. Zadzierał nosa tak wysoko, że nie zauważył niskiej kobiety z wielką wazą, a teraz stał i patrzył wściekłym wzrokiem to na zupę na swoim swetrze, to na przestraszoną kucharkę.
- Czy pani ma pojęcie, ile to kosztowało?! - krzyknął wściekle.
Lisie tak bardzo zachciało się śmiać, że nie mogła się powstrzymać i zachichotała. Zrobiła to jednak na tyle głośno, że Janek spojrzał na nią z morderczym wyrazem twarzy, który po chwili zelżał i przerodził się w intensywne spojrzenie z pewną nutą zainteresowania. Lisa wytrzymała i wygrała tą bitwę na spojrzenia. Janek odwrócił się na pięcie i wyszedł ze stołówki, a za nim podążał coraz bardziej nasilający się śmiech wszystkich siedzących przy stolikach.
Lisa wciąż czuła spojrzenie chłopaka, mimo, że już nie było go w stołówce. Zamrugała kilka razy i spojrzała na kucharkę sprzątającą samotnie wielką kałużę rozlanej zupy. Incydent wydarzył się blisko, więc po prostu wstała, podeszła i wzięła jedną z dwóch ścierek, które zdążyła już przynieść kucharka. Kucnęła i zaczęła wycierać podłogę razem z nią.
.............................................
Tym razem trochę krótszy rozdział, bo mam wrażenie, że za długich nie czyta się tak dobrze - no i długo się je pisze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz