Kiedy Lisa rozmawiała z nowo poznanymi koleżankami, zauważyła, że przygląda im się przystojny blondyn siedzący po prawej stronie przejścia, w tym samym rzędzie co ona i Daria.
A w szczególności przyglądał się jej. Lisa nie uważała się nigdy za specjalnie wyjątkową, ale wiele razy słyszała, że jest prześliczna. Nie dziwiła się więc, że chłopak na nią patrzy, ale była zmęczona tym, że ludzie widzą ją tylko jako piękną twarz. Jakby to było wszystko, co się liczy.
Blondyn postanowił przywitać się z nimi i przedstawić się.
- Damian.
- Już mnie nie pamiętasz? - zapytała Daria z żartobliwym wyrzutem w głosie. - Graliśmy razem w "Lotcie" w tym roku.
- Daria! Miło cię tu widzieć. Ale kim są twoje koleżanki? - Damian uśmiechnął się szeroko i bardzo biało.
- Lisa - przedstawiła się.
- Ładne imię.
Prawdopodobnie usłyszę to dziś i jutro jeszcze jakieś trzydzieści razy - pomyślała.
- Dzięki - i odpowie to samo "dzięki" dokładnie tyle samo razy.
- Anka.
- Daniela.
- Ależ ja wam zazdroszczę tych imion. Tyle w moim dobrego, że mogę przedstawiać się tak, jak Anka z "Metra" - Ania uśmiechnęła się półgębkiem. - Mam obsesję na punkcie tego musicalu - dodała.
- Opowiedzcie nam coś o "Lotcie" - zaproponowała Daniela.
- To autorski musical teatru moich rodziców. Reżyserowałem go, a Daria grała jedną z głównych ról - wyjaśnił blondyn.
Lisa mało nie otworzyła szeroko ust ze zdziwienia. Ze zdwojoną siłą boleśnie odczuła brak sukcesów na swoim koncie. Damian Reżyser. Damian Syn Dyrektora Teatru. No, no. Lisa Nikt. Lisa Amerykanka? Cudowny przydomek, w sam raz do teatru.
- Daria grała jedną z głównych ról i jej nie poznałeś? - Anka nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.
Daria nie wyglądała na zasmuconą tym faktem, ale wręcz zadowoloną. Lekko się uśmiechnęła.
- Widzicie, Daria trochę się zmieniła. Miała wtedy bardzo długie włosy, a teraz nie dość że są o wiele krótsze, to są w połowie różowe - odparł Damian.
- Daltoniści... - mruknęły zgodnie Daria z Danielą i wszystkie cztery się roześmiały. Chłopak spojrzał na nie zdziwiony nagłym wybuchem wesołości.
- Kobiety... - mruknął, odwrócił się i wsadził nos w torbę, szukając czegoś.
- Dobra, dobra, wracaj tu, Reżyser, bo chcę się dowiedzieć czegoś o tej Lotcie - Danielę bardzo interesował wyreżyserowany przez Damiana spektakl.
- Reżyser? - brwi blondyna podjechały w górę. - No dobra. Graliśmy ten spektakl wiosną, a próby trwały coś koło trzech miesięcy. Teatr moich rodziców nazywa się "Lotta" i jest stosunkowo młody. Graliśmy tę sztukę właśnie na otwarcie i potem jeszcze przez dwa miesiące. Lotta jest młodą dziewczyną, której rodzice mają nierówno pod sufitem, ale jedno wiedzą na pewno - że ich córka ma niebywały talent do śpiewania. Lotta im nie wierzy, bo wie, że nie są do końca normalni. No i marnuje się biedaczka. Wszystko się zmienia, gdy jej młodszy brat ulega wypadkowi i przed ciężką operacją nasza bohaterka odbywa z nim ostatnią rozmowę. Jego ostatnim życzeniem jest, by poszła na lekcje śpiewu. Lotta po jego śmierci robi to, ale w tajemnicy przed rodzicami, i dowiaduje się, że ma przepiękny głos. Zakończenia wam nie zdradzę, bo same zobaczycie ten spektakl po powrocie do Krakowa - Damian zakończył wypowiedź z zadowoleniem.
- A więc mamy czuć się zaproszone? - zapytała Anka.
- Jasne.
- A więc znowu będziemy go grali? - Daria nie kryła zdziwienia.
- Moi rodzice stwierdzili, że był taką wizytówką teatru, że trzeba przywrócić go do ramówki. Stałej. Z pensją dla aktorów - Damian znacząco spojrzał na Darię, która otworzyła szeroko usta ze zdziwienia i nie mogła ich zamknąć.
- Czy to znaczy... - zaczęła dziewczyna.
- Tak. W wieku siedemnastu lat zarabiasz na siebie.
Daria rzuciła się Damianowi na szyję, a ten oddał uścisk z podobnym entuzjazmem. To był też jego sukces, w końcu reżyserował flagowy musical teatru. Małego teatru, ale chłopak miał tylko osiemnaście lat.
Lisa poczuła się jeszcze bardziej niedoświadczona. Może zaimponuje komuś tym, że lata temu była na "Mamma Mia!" na Brodwayu albo tym, że do piętnastego roku życia była "dyżurną główną rolą" w szkole... Ale chciała czegoś więcej. Jeszcze cały długi dzień dzielił ją od stania na scenie, i mimo, że uwielbiała długo jechać, pożałowała, że nie mogła polecieć do Kołobrzegu samolotem. Byłoby o wiele szybciej.
Dopiero, kiedy Daniela przyznała się bez bicia do niewielu sukcesów na polu teatralnym - ta dziewczyna nie lubiła owijać w bawełnę - Lisa poczuła, że może sytuacja nie jest aż tak beznadziejna, jak się wydawało.
- Ja za swój największy sukces uważam zagranie Anki w szkolnej adaptacji "Metra" - powiedziała fanka wspomnianego przez siebie spektaklu.
Po jej słowach Lisa uświadomiła sobie, że nic nie mówiła, podczas gdy wszyscy opowiadali o swoich spektaklach i scenariuszach. Spojrzeli na nią z wyczekiwaniem.
- Moje doświadczenia z teatrem nie są jakieś imponujące - zaczęła, bo wiedziała, że szczerość wiele ułatwia. - Od kiedy pamiętam, grałam w szkolnych przedstawieniach. Ale około dwa lata temu straciłam wiarę w to, że jestem dobrą aktorką. Poza tym w liceum już nikt nie wiedział, że nią byłam, a ja po prostu tak to zostawiłam. Ale... tęsknię za sceną.
Zapadło milczenie, ale w końcu Daria, jak to Daria, przerwała je.
- Skoro tęsknisz za sceną, to znaczy, że to miejsce, gdzie należysz.
- I że po tych warsztatach już będziesz u siebie - dodała Anka.
- Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że tu jestem - w Lisie roztapiało się serce.
- Lotta jest trochę jak ty. Nie wierzyła w swój talent - powiedział Damian.
- Dobrze, że nie musiało dojść do jakiejś tragedii, bym w końcu zakrzątnęła się wokół powrotu na scenę - Lisa poczuła, że to byłoby okropne, gdyby dopiero coś okropnego na jej drodze obudziło w niej tęsknotę za właściwym jej miejscem.
Jako, że Daniela była bardzo empatyczna, przeczuwała, że dziewczyna czuje się trochę niezręcznie i postanowiła zmienić temat.
- Daria, a kogo ty grasz w "Lotcie"? - zapytała.
- Jej przyjaciółkę. Nazywa się Kaśka i ciosa wszystkim kołki na głowie, by pomagali jej przekonać Lottę do śpiewania. Od niej więc wiele się zaczyna - Daria krótko streściła swoją postać, a zaraz po tym odezwał się kierownik warsztatów przez mikrofon, przedstawił się - Tadeusz Wójcik, bardzo mi miło - i zaczął sprawdzać listę.
Zarówno Lisa, jak i jej nowi przyjaciele rozglądali się po ludziach dookoła z zaciekawieniem.
- Lisa Charwell!
Amerykanko-polka aż się skuliła, krzycząc "jestem!". Jej nazwisko zawsze odróżniało się, od kiedy przeprowadziła się do Polski. Akcentu już dawno się pozbyła, ale nazwisko nie mogło zawisnąć na liście bez zwrócenia uwagi na jej osobę. "Odwagi!" - pomyślała.
- Daniela Kruk!
- Jestem! - wyglądało na to, że Daniela nie ma problemu z "inaczej" brzmiącym imieniem. Wyróżniała się kolorem włosów, imię było tylko dodatkiem.
Po jakimś czasie wyglądało na to, że wszyscy są, ale kiedy kierownik wyczytał "Sadowski Hubert!", nikt się nie odezwał.
Po chwili ciszy, powtórzeniu nazwiska przez kierownika i kolejnej chwili ciszy do autobusu przez przednie drzwi wpadł wysoki, szczupły brunet w ciemnozielonej bluzie i jasnoniebieskich dżinsach. Miał plecak zarzucony na jedno ramię, a jego bagaż kierowca autokaru już wkładał do luku.
- Sadowski Hubert?
- Tak - jako że Lisa, Daria, Daniela, Anka i Damian siedzieli w pierwszej połowie autobusu, wszystko wyraźnie słyszeli, mimo że kierownik wyłączył mikrofon.
Kiedy Hubert spojrzał na rówieśników w autokarze, ujrzał rzędy głów wystawionych znad siedzeń. Podkopało to jego pewność siebie i zepsuło wielkie wejście.
Lisa zaśmiała się w środku ze zdezorientowanej miny Huberta, Daniela z Anką wymieniły znaczące spojrzenia, a Daria przyjrzała się nowo przybyłemu, rozpoczynając analizę. Damian na razie pozostawał obiektywny.
- Mam nadzieję, że nie zawsze się tak spóźniasz - powiedział pan Tadeusz.
- Tylko raz w tygodniu i tylko w środy - zażartował zadowolony z siebie chłopak. Udało mu się wybrnąć z klasą.
- No dobra, znajdź sobie jakieś wolne miejsce - kierownik wrócił do sprawdzania listy. - Szczęsny Jan!
- Jestem! - zawołał ktoś gdzieś z tyłu.
Tymczasem Hubert natrafił na pierwsze wolne miejsce - obok Damiana.
- Mogę? - zapytał.
- Jasne. A możesz od okna? Niedobrze mi się robi jak mi tak krajobraz miga przed oczami - Damian trochę skłamał, bo po prostu chciał kontynuować rozmowę z dawno nie widzianą przyjaciółką i kandydatkami na nowe.
Daria za to nie mogła się doczekać się, by opowiedzieć dziewczynom coś więcej o tym nietuzinkowym chłopaku.
Autokar ruszył. Lisa uwielbiała to uczucie podekscytowania, które towarzyszyło wszelkim wyjazdom, i które ogarnęło ją całą w tej chwili.
Hubert przedstawił się sąsiadowi i dziewczynom, a potem brał żywy udział w rozmowie. Okazało się, że chodzi do tej samej szkoły co Anka, że wszyscy oprócz Damiana maja siedemnaście lat, a on jest rok starszy, i że Daniela i Anka chodziły razem do gimnazjum i przyjaźnią się od czterech lat.
Autokar mijał kolejne miejscowości, pnąc się w górę Polski. Rozmowy trwały krótko. Wczesna godzina i krótki sen, a w wielu przypadkach muzyka w słuchawkach - wszystko to wzięło górę i wkrótce cała młodzież w autokarze zasnęła.
.................................
Dlaczego ten rozdział nazywa się "Syndrom Lotty"? Kiedy ktoś nie żyje pełnią życia i czeka na coś, co znał, ale boi się... a potem jest już za późno, albo musi stać się coś tragicznego, by zmienić swoje życie - to nazwałam syndromem Lotty, gdy wymyśliłam to opowiadanie. Lisa, jak możecie zauważyć, dostrzega u siebie coś podobnego i cieszy się, że nie musiała umrzeć jej siostra, by się obudziła i robiła to, co kocha.
Piszę to opowiadanie też w aplikacji Wattpad. Mój user to lucyfromnarnia :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz