środa, 1 lipca 2015

Randomowe myśli

Tak bardzo stresowałam się ostatnio szkołą i wszystkim innym, że w ogóle nie czułam, że zbliżają się wakacje. A teraz - bum, są! Wow. Może są inne i ich nie czuję dlatego, że chodzę na wykłady do szkoły prawa jazdy. Ale to i tak dziwne. Zawsze dni pod koniec roku szkolnego były dla mnie ulubionymi w roku, ale teraz raczej byłam zła na siebie, że nie cieszę się nimi tak, jak zwykle.

Nie mogę uwierzyć w to, że za jakieś dwa tygodnie będę jeździła samochodem. To wszystko stało się tak szybko! Pamiętam, kiedy mam straszyła mnie dziesięć lat temu, że będę musiała sobie sama prasować ubrania, kiedy dorosnę. Chciałabym mieć teraz takie problemy!

Stwierdzam, że mam wenę, a chwilę później siedzę przed tabletem z palcami na klawiaturze i gapię się w ekran. Czy ktoś też ma takie problemy?

Chciałabym coś narysować, namalować, stworzyć, ale nie mam teraz ani pomysłu, ani nie umiem specjalnie rysować czy malować. Lubię robić diy, ale nie mam materiałów :P

Nie wiem, dokąd zmierza ta notka. Naprawdę nie wiem.

Kiedy pomyślę sobie o tym, jak daleko zaszłam z moją powieścią, rozpiera mnie duma. W ciągu trzech lat napisałam 270 stron, jedne są lepsze, a inne gorsze, ale grunt to to, że trzymam się tej historii i tak bardzo ją pokochałam, że nie znudziła mi się. Już jest takiej grubości, że dobrze wyglądałaby na półce z książkami, ale do końca zaplanowanej pierwszej części zostało jeszcze kilka wydarzeń, więc nie mogę się doczekać, kiedy ją skończę. Każde pół nowej strony, świeżo napisanej, jest dla mnie czymś wyjątkowym. Nigdy z niczego nie byłam tak dumna, jak z mojej powieści. Może tak się dzieje dlatego, że jest to bardzo osobiste rozliczenie się z moją historią i historią moich przyjaciół i przyjaźni, ludzi, którzy wiele dla mnie znaczą... albo znaczyli. Albo nie chcę się przyznać, że wciąż znaczą.

Wrzesień, wrzesień, wrzesień. Tak wiele będzie się działo! Na samym początku - moje osiemnaste urodziny. Cieszę się z tego, że nie są tylko pustą liczbą, bo, jeśli mam być całkowicie szczera, nie czuję się już na siedemnaście lat. W tym samym momencie nie mogę w to uwierzyć.
Po dwutygodniowym odcinaniu kwitków od osiemnastki przyjdzie pora na wycieczkę do Krakowa i Zakopanego - jeśli w ogóle uda się nam ją zorganizować, w co nawet ja wątpię, a ja rzadko wątpię w wycieczki. To nie wróży dobrze :P Jeśli uda się nam, będę najszczęśliwszą osobą na ziemi, bo kiedyś uważałam Kraków za przereklamowane turystyczne miasto, ale dziesięć miesięcy temu się w nim zakochałam. Nawet chciałabym się kiedyś przeprowadzić w jego okolice.
Potem - to już na 100% - jedziemy do Niemiec na wymianę. Mam poważną obsesję na punkcie wymian młodzieżowych. Zawdzięczam im najlepsze rzeczy w moim życiu. Szkoda trochę, że ekipa z poprzedniego roku nam stopniała, i to poważnie, bo są to chyba tylko cztery osoby z dziesięciu albo i z większej liczby. Cóż, wycieczka do Rzymu to poważna konkurencja. Sama się dziwię, dlaczego nie wolę jechać do Rzymu. To znaczy właściwie się nie dziwię, bo to pokazuje, jaką mam obsesję na punkcie wymian młodzieżowych. A we Włoszech już byłam. Co prawda w Rzymie nie, ale na wymianie <3

Czasem wyobrażam sobie siebie w takiej ramce z Trudnych Spraw - "Łucja, 18l. Jako jedyna Polka nie była w Niemczech." No a teraz będę ^^

Chyba postawię sobie wyzwanie pisania codziennie - albo bloga, albo opowiadania, albo powieści. Chyba powinnam tak zrobić. Zdecydowanie muszę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz