Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 lipca 2016

Przedział

Znalazłeś po prostu
względnie pusty przedział
I myślaleś że opuściłeś stację
Ale wciąż stałeś
a za oknami
przesuwał się green screen
myślałeś że już będzie wszystko
tak dobrze
tak pięknie
ale potem ujrzałeś
że to tylko efekty specjalne
a prawdziwy świat
zderza się z fikcją
ze złym finiszem
przedział - zacisze na czas podróży
w głąb życia
przestał wystarczać
wysiadłeś w tym samym miejscu
rozejrzałeś się
to była ta sama stacja
co trzy miesiące wcześniej
ten sam żałosny dworzec
a przedział był nieważny
już do końca dni
Wyrzucasz z pamięci schroniska
i ludzi - ostoje
a uczucia - schrony
budzą twój strach
Więc proszę
idź przed siebie
w panoramę miasta
sam

poniedziałek, 25 lipca 2016

Pociąg

A więc znowu pociąg
nie wyszedłeś z przedziału
by ze mną stanąć przy oknie
upajać się wiatrem
bo bałeś się wiatru
że zbytnio cię porwie
na strzępy
i to już przestała być miłość
krótka ale pełna wzruszeń ramion
uniesień brwi
rozmów z sobą samym
i znowu wstałam o czwartej
i odwróciłam się by spojrzeć
za tobą po raz ostatni
zniknąłeś
rozpłynąłeś się we mgle
rozwianej wschodnim wiatrem
miotany podmuchami
dogasającej niepewności.

Ostatnio w wierszach prześladuje mnie tematyka pociągów, bo dużo nimi jeździłam. Nie uwzięłam się na nie, po prostu bardzo mi pasują do moich przemyśleń.

niedziela, 24 lipca 2016

Peron

Tamten peron pojawił się przed nami
Chciałeś mnie przepuścić
w drzwiach pociągu
może życzyć miłego dnia
i zniknąć we mgle za torami
ale wyskoczyliśmy razem
gnani twoim wschodnim wiatrem.
Ty chciałeś jechać tam gdzie zostało
twoje serce
ja gdziekolwiek
do Berlina, Bełżyc, Biłgoraja
ale zostaliśmy na peronie
próbując utrzymać równowagę
na walizkach.
I mijały mnie pociągi
mogłam do każdego wskoczyć
i mijały cię wagony
patrzyłeś tylko tęsknie na wschód
a ja znowu odwracałam wzrok
wiedząc, że nigdy nie będę nią.
Akle tamte dni
miesiące na peronie
straciłam rachubę
cztery albo trzy
najlepsze i najgorsze
bo miotałam się tkwiąc nieruchomo.
Załatałeś dziurę w moim sercu
Uśmiechnąłeś się
nie mówiąc ani słowa
wsiadłeś do pociągu
tego konkretnego.
Ja gdziekolwiek
znowu
pierwszy lepszy bilet
i tak jadę
wciąż przed siebie

niedziela, 19 czerwca 2016

Już czas

Słyszałam walca
nie próbując dojrzeć tańczących par
Stał tuż przede mną
nie mogłam nic dostrzec
a może właśnie widziałam wszystko.
W tłumie pięknych ludzi
tak samo piękni jak oni
Lata świetlne od siebie
a tak blisko
A potem już nic nie wiedziałam
a może właśnie wiedziałam wszystko.
A czas uciekał, choć wciąż gdzieś był
Biały Królik zdążył do Krainy Czarów
my nie dobiegliśmy do siebie
nim rozległ się dla nas ostatni dzwonek.
Samowar wrócił z powrotem do kuchni
i kurzy się na najwyższej półce
my się zdążyliśmy przed nim zakurzyć.
Te wszystkie zegarki zniknęły z półek
Światełka zgasły, ucichła muzyka
tekturowe ptaki odleciały z klatki
a my staraliśmy się je znaleźć
zamiast szukać dróg do siebie.
I nastał koniec, łez tylko kilka
kurzy się dyplom na najniższej półce
miraż pojawia się w wizjerze.
Chwytamy plecaki, już nie tak piękni
i każdy rusza w swoją stronę
może kiedyś któryś ze szlaków
złączy nam Królik z Krainy Czarów.

Summer moments

I didn't even know him that well
met him once or twice
I only knew he was a player
We drove there with my friend
and stepped out of the car
talked for a while
nothing special
nothing much
I knew no one well enough
But he took us for a ride
in his cabrio
with the roof down
the sun was setting
and it was
that kind of happiness
in the moment we were free
no regrets or wasted chances
expectations or desires
in the moment we felt alive
the music from the speakers
so loud and memorable
suitable for all of us.
He and his friends
were the only guys
I felt so comfortable with
Just a friendship that
could last for hours
or more.
No unsaid things
and no hesitation
laugh and a thousand of smiles
no pressure, just the moment.
No tension, best buddies
not a single bitter disappointment.
They walked out of her flat
saying good night
smiling, knowing it was perfect
it was right
it was friendship
and no matter what comes next.

Deszcz

Popatrz za okno na szare jednostki
wśród pospolitej szarej masy
Widzącej w deszczu
tylko szarość
Spójrz jak zielony jest świat
oczyszczony szarą wodą
przyjrzyj się wodzie
jaka jest przejrzysta
Spójrz na swoją szarą twarz
popatrz za okno na strugi
roześmianej wody
spokojnie ukołysane wiatrem
korony drzew zielone
zarumienione stokrotki
perlistym śmiechem trząsane
zobacz, stańmy tam
na zewnątrz
wyjdźmy stąd
spłynie z nas szarość
raz na zawsze
deszcz zmyje z nas strach
obawy, smutek, żal, niepewność
odejdzie to wszystko
i tylko chodnik będzie szary
zobaczymy jak zza chmur
przychodzi do nas słońce
I kiedy tylko znowu
wpełznie na nas szarość
na końcu powróci deszcz
zmyje z nas to wszystko
raz na zawsze...

wtorek, 14 lipca 2015

Piszę wiersze?

Bez tytułu

Chciałabym zgłosić nieprzygotowanie
do dorosłego i odpowiedzialnego życia
mieć jakąś ochronę
na drogach życia
wąskich i krętych.
Czuć, że nie muszę
bać się przyszłości
i wiedzieć chciałabym
że mam komu ufać
że mam komu wierzyć.

Dziesięć minut

To było jak dziesięć minut szczęścia
w stosunku do wszystkiego
Dziesięć minut
kiedy myślałam, że miłość
przetrwa wszystko
przetrwała... ale tylko moja
bo wciąż pamiętam
600 sekund
sześćset słownie
możesz wystawić fakturę
rachunek zysków i strat
wszystkich chwil
które dała ci miłość
możesz pisać żegnaj
cztery razy do roku
i tak nigdy cię nie pożegnam
nie wyrwę z serca
mogę tylko schować w kąt
zapełnić pustkę nowymi uczuciami
pustkę a może właśnie pełność
zapełnić pełność smutku żalu goryczy
rozpaczy nie rozpaczy
miłością ciepłem bezpieczeństwem
zapełnić czy zagłuszyć
pokochać czy odrzucić
Czy prostym szczęściem
ze słońca ciepła przyjaźni codzienności
da się wypełnić dziurę
którą wypaliło
te proste dziesięć minut.

Wiedziałam, że ta chwila kiedyś nastąpi i będę musiała tu wrzucić jakiś wiersz. Mam właśnie teraz na to ochotę.
Większość z nich nie ma rymów ani regularnej budowy. Właśnie takie najlepiej mi się pisze. Nie widzę potrzeby zmuszania się do rymów, skoro ani mi się to nie podoba, ani tego nie czuję. A poza tym takie wiersze są jakieś takie... oklepane, pospolite, przedszkolne, nie wiem. Nie chcę tu nikogo obrażać, bo na przykład moja przyjaciółka pisze - a przynajmnej pisała - bardzo dobre rymowane wiersze, więc to się zdarza. Ale ja nie jestem wirtuozem sztuki lirycznej, ja po prostu piszę, co mi siedzi w duszy i wylewam siebie.
Plus, te pisałam ponad rok temu, więc nie do końca się mają do tego, co teraz. Bo są bardzo osobiste, i tylko z dystansu czasu mogę na nie patrzeć bez gwałtownych emocji.